Rozwijając własną markę w Twojej głowie mogą się czasem pojawiać stwierdzenia typu „Czy jesteś pewna, że się nie wygłupisz publikując ten post?” albo „Czy aby na pewno chcesz zaproponować taką stawkę za swoje usługi? Przecież nie masz jeszcze zbyt dużego doświadczenia”. 

Te pytania zazwyczaj zadaje nam nasz wewnętrzny krytyk, który często ma dobre intencje, ale nieumiejętnie o nich opowiada. 

Jeśli chcesz wiedzieć skąd zatem bierze się w naszych głowach krytyk wewnętrzny, jak go rozpoznać i czy należy z nim walczyć, czy raczej żyć w nim w zgodzie, posłuchaj do końca mojej rozmowy z Karoliną Buszkiewicz – psycholożką, coachką i trenerką.


Nagranie podcastu

Kim jest i skąd się bierze krytyk wewnętrzny?

Katarzyna Mrzygłód: Cześć, Karolina! Witam cię bardzo serdecznie w kolejnym odcinku mojego podcastu. Chciałabym, żebyś na początku powiedziała parę słów o sobie, żeby nasze słuchaczki i słuchacze dowiedzieli się, kim jesteś i czym się zajmujesz.

Karolina Buszkiewicz: Cześć, nazywam się Karolina Buszkiewicz, jestem psycholożką, coachką i trenerką. Najczęściej pracuję z kobietami, uczę je łagodności dla siebie, lepszego radzenia sobie z krytykiem wewnętrznym i dzisiaj o tym będziemy głównie rozmawiały. Krytyk wewnętrzny i samowspółczucie to są moje główne i ulubione tematy, jeśli chodzi o psychologię i to, czym się aktualnie zajmuję.

KM: Bardzo ci dziękuję. Tak naprawdę ucieszyłam się na naszą rozmowę, bo czuję, że chociaż ten temat krytyka wewnętrznego, który będziemy poruszać, jest dość trudny, to jednocześnie na pewno jest szalenie ważny przy rozwijaniu marki, ale też przy pracy na swoim czy pracy zawodowej. Mam takie przekonanie, być może błędne, że każda z nas ma tego krytyka wewnętrznego, ale nie zawsze potrafi go właściwie rozpoznać i sobie z nim poradzić. Chciałam cię na początku zapytać, kim według ciebie jest ten krytyk wewnętrzny i skąd się bierze w naszych głowach.

KB: Zacznę od tego, że każdy z nas, każda z nas (albo prawie każdy) ma tego krytyka wewnętrznego. Rzadko zdarza mi się spotkać kogoś, kto twierdzi, że nie ma, ale jedną taką osobę spotkałam. Czasem jest tak, że ten krytyk jest taki bardziej zakamuflowany i ukryty, więc on może się tak wprost nie ujawniać. Kim jest ten krytyk wewnętrzny? Bardzo lubię na niego patrzeć tak, jak patrzy na krytyka IFS (po angielsku: Internal Family Systems, a po polsku: system wewnętrznej rodziny), czyli jako taką część naszej osobowości albo inaczej subosobowość – część nas, która jest bardzo krytyczna, surowa, często ocenia i nasze zachowanie, i nasz wygląd, generalnie różne rzeczy, które robimy i jak je robimy.

I czasem ten krytyk wewnętrzny u niektórych osób jest cały czas obecny, cały czas gdzieś tam w głowie komentuje rzeczywistość, tę osobę. A czasem jest tak, że on się pojawia w jakichś konkretnych sytuacjach. Lubię na niego patrzeć jak na takiego ludzika, którego mamy w głowie, i on też ma swój charakter, jakieś swoje przekonania, ulubione tematy i sytuacje, w których najczęściej się włącza. Mi pomaga myślenie o nim, jako o małym ludziku, który jest taki, jak każdy człowiek i ma swój wewnętrzny świat i swoją osobowość.

KM: Czyli ten nasz krytyk wewnętrzny też ma swoją osobowość – to jest bardzo ciekawe stwierdzenie. Skąd on w ogóle się bierze w naszych głowach? Jak myślisz – w jakich sytuacjach?

KB: Mówi się o tym, że krytyk wewnętrzny jest takim zinternalizowanym głosem – zinternalizowanym, czyli uwewnętrznionym. Często się bierze z różnych głosów, które słyszeliśmy w toku swojego życia. Sporo ich jest z dzieciństwa, więc to mogą być głosy, stwierdzenia na nasz temat, które słyszeliśmy np. od rodziców, opiekunów, dziadków, nauczycieli, rówieśników i później w toku życia też od innych osób. Czasem nam bliższych, z którymi mieliśmy dłuższe relacje, a czasem jakichś powiedziałabym, że nawet trochę przypadkowych albo epizodycznych, ale które powiedziały coś takiego, co jakoś utknęło i krytyk to zapamiętał, i potrafi to całymi latami powtarzać, jak taka zdarta płyta. Zresztą można sobie zaobserwować, że często ten krytyk wewnętrzny mówi takimi samymi tekstami – on nie jest bardzo kreatywny, że coś w danym momencie wymyśla, tylko często to są już zapisane słowa, zdania i on je powtarza w określonych kontekstach.

KM: To ciekawe, czyli to nie jest tak, że on jest bardzo kreatywny i na bieżąco, w każdej sytuacji ma coś do odpowiedzenia, jakąś ripostę, tylko wraca często do starych schematów, które się zadomowiły w naszych głowach.

KB: Tak.

Czy możemy się spodziewać jednego krytyka, czy może być ich wielu?

KM: A powiedz mi, jak pracujesz ze swoimi klientkami czy klientami, czy jest taki standard, że jest jeden krytyk i on na każdą sytuację ma jakąś odpowiedź, czy może jest więcej krytyków – może być ich więcej w naszej głowie, tych ludzików?

KB: Tak, my tych krytyków często mamy kilku. To też jest tak, że dosyć często mówimy „krytyk wewnętrzny” w takiej męskiej formie, ale zdarza się, że np. pracuję z klientkami i one od razu mówią „Ja mam krytyczkę wewnętrzną”. Może być tak, że sobie wyobrazimy, jak ta postać wygląda i czy jest bardziej męska czy żeńska, a czasem to jest w ogóle poplątane – np. miałam tak, że jeden z krytyków mówił jak mężczyzna, ale wyglądał jak kobieta, więc czasem to jest połączone.

Mam takie doświadczenie w pracy z klientkami, że często jest tych krytyków kilku i każdy z nich ma swój temat i  każdy w jakimś innym momencie się wytworzył, powstał. Często też są „utknięci” w przeszłości i powstali w momencie, kiedy np. ktoś nas skrytykował albo wyśmiał, albo zdarzyło się coś takiego w kontekście innych osób, co nas dotknęło, zraniło, było trudne i wtedy ten krytyk wewnętrzny powstał, żeby nas chronić przed kolejnymi tego typu sytuacjami.

Jeżeli zdarza się podobna sytuacja, to nagle ten krytyk wewnętrzny wyskakuje do akcji i bardzo chce nas ochronić, żeby znowu nie wydarzyło się coś, co będzie dla nas trudne. Często robi to nadmiarowo, bo np. nie wie, że już nie mamy pięciu lat i świetnie sobie z tą sytuacją poradzimy – dalej myśli, że jesteśmy w takim wieku, w jakim byliśmy, kiedy on się pojawił i chce nas z całych sił ochronić, ale robi to w taki mało konstruktywny sposób i ciężko zrozumieć, o co mu chodzi, bo mówi w taki sposób, że de facto sam nas często rani.

KM: Jeszcze wrócę do tego, co chwilę wcześniej powiedziałaś, że jest wielu krytyków – rozumiem to tak, że każdy krytyk ma jakiś swój wybrany obszar, w którym dobrze się czuje, i nie idzie gdzieś dalej, ale tak siedzi w tym obszarze i chce nas tak „wspierać”. Powiedziałaś, że ci nasi krytycy chcą nas ochronić – nazwa „krytyk” brzmi dość negatywnie, więc jak to jest, że oni z jednej strony są w naszych głowach i nazywani są krytykami, a z drugiej chcą nas ochronić?

KB: Powiedziałabym, że krytyk ma wiele warstw. I ta warstwa na powierzchni polega na tym, że on nas krytykuje lub ocenia, czasem oczernia i to jest nieprzyjemne, trudne do usłyszenia. Natomiast jak się zejdzie pod te kolejne warstwy i zacznie patrzeć, o co temu krytykowi tak naprawdę chodzi albo skąd on się wziął, to czasem jest nam dosyć łatwo złapać, kiedy ten krytyk mógł się pojawić, jak sobie przypomnimy jakąś sytuację, kiedy on teraz się pojawia i taką w przeszłości, która była podobna i jednocześnie dla nas trudna.

A czasem też jest tak, że jak zaczniemy się przyglądać temu głosowi, nawet zauważamy „Okej, dobra, wiem, kto tak mówił” – wiemy, od kogo ten krytyk się tego nauczył. Natomiast to jest jedna z naszych części i wszystkie one chcą być pomocne i chcą dla nas dobrze, chcą dla nas zrobić coś ważnego, no i niektóre robią to w taki sposób, że bardziej widać tę pomoc, troskę czy jakiś cel. A krytyk jest jedną z takich części, gdzie wprost tego nie widać. Natomiast jak się zacznie patrzeć pod spód, pod tę wierzchnią warstwę i oglądać, przed czym on nas chroni, o jakie potrzeby chce zadbać, jakie ten krytyk ma potrzeby (bo on też ma potrzeby), to tam wychodzi wiele rzeczy, które są poruszające i okazuje się, że on naprawdę chce o nas zadbać, tylko robi to w taki sposób, że trudno zauważyć te dobre intencje.

KM: Czyli robi to w taki trochę nieumiejętny sposób albo my nie potrafimy tego dobrze odczytać. Mam w głowie taką sytuację, być może mówiłam to już w którymś z moich podcastów, ale jeszcze ją powtórzę. To, co powiedziałaś, że dokładnie się pamięta jakąś jedną sytuację, w której ten krytyk się ujawnił i zaczął działać w naszych głowach. Pamiętam dokładnie sytuację z mojego dzieciństwa, właściwie to były czasy gimnazjum, kiedy brałam udział w jakichś zawodach sportowych, bo nauczyciel zobaczył, że mam predyspozycje. Na te zawody przyszli moi rodzice i obserwowali. Nie byłam jakimś orłem w tym sporcie, ale mimo wszystko w miarę dobrze sobie radziłam. Na tych zawodach jakoś niekoniecznie mi super poszło i wtedy rodzice powiedzieli, że dobrze, że wzięłam udział, ale może to niekoniecznie dla mnie ten sport, może coś innego. Zwłaszcza że moja siostra wtedy była bardziej zajawiona sportem, grała w piłkę ręczną i dobrze jej to szło, a ja nie byłam ta sportowa.

Dokładnie pamiętam tę sytuację i od tamtej pory to siedziało tak mocno w mojej głowie, że byłam święcie przekonana, przez lata myślałam, że nie nadaję się do żadnego sportu i unikałam go, starałam się wybierać jakieś inne opcje, jeśli miałam możliwość. Po latach dopiero się okazało, że jak zaczęłam np. biegać, czy przełamałam się w pływaniu, to był dla mnie szok, że potrafię to zrobić i nawet robię to dobrze. To jest właśnie to, że przez lata taka myśl siedziała u mnie w głowie, nadal jeszcze gdzieś tam jest, ale już potrafię ją wychwycić i jakoś z nią dobrze się dogadać.

Jak rozpoznać krytyka wewnętrznego?

Nawiążę jeszcze do kolejnego pytania – jak możemy rozpoznawać takiego krytyka, czy są takie sygnały, sytuacje, na które powinnyśmy zwracać szczególną uwagę, żeby wyłapać ten moment, kiedy krytyk się uruchamia. Nie tylko w kontekście prywatnym, ale może warto, jak byśmy poruszyły kwestie łączenia życia zawodowego z prywatnym – gdzie ten krytyk w prowadzeniu własnego biznesu się pojawia.

KB: Po pierwsze dobrze jest obserwować, kiedy ten krytyk się pojawia. Jak pracuję na warsztatach z krytykiem, to zaczynamy m.in. od ponazywania w jakich tematach, w jakich obszarach ten krytyk, czy krytycy się uruchamiają. Często okazuje się, że te obszary są dosyć podobne u różnych osób. To nie jest tak, że ten krytyk ma jakiś nieograniczony repertuar, bo często to są podobne rzeczy, np. komentuje nasz wygląd, nasze ciało, nasze kompetencje i to, jak sobie radzimy zawodowo; często finanse – to może być i o tym, że za dużo, i że za mało mamy, zarabiamy; często role różne, w których jesteśmy, czyli np. jaką ktoś jest mamą, jakim ktoś jest tatą, ale też jaką córką, przyjaciółką, jakim synem.

Często są też obszary związane z porządkiem w domu i z łączeniem ról, czyli jeżeli tych ról pełnimy kilka, to krytyk może twierdzić, że w którejś z nich jesteśmy niewystarczająco dobrzy albo że w żadnej nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, a przecież jak łączymy ich kilka, nie da się w każdej być super perfekcyjnym, w ogóle nie da się być perfekcyjnym. A krytyk by chciał, żebyśmy byli idealni, perfekcyjni, wymuskani, często ma takie nieosiągalne standardy.

W kontekście budowania marki czy prowadzenia swojej działalności też jest mnóstwo takich momentów, gdzie krytyk może się pojawiać. Chociażby wyjście z ofertą do świata i to, że mam opublikować posta – czy się nie wygłupię, jak coś napiszę – to mogą być takie momenty, gdzie się włącza. Wszelkiego rodzaju wystąpienia, wycenianie się – to jest temat, gdzie krytyk się włącza. Jest sporo tych momentów i to jest w jakimś sensie wspólne. Rzadko rozmawiamy o tych krytykach, bo oni mówią w taki sposób, żebyśmy miały/mieli wrażenie, że to tylko ja mam taki głos w głowie i na pewno nikt inny nic takiego nie ma. Natomiast jak zaczniemy o tym rozmawiać, to się okazuje, że w sumie te głosy są trochę podobne. Oczywiście każdy ma swój własny zestaw, ale są takie wspólne kawałki.

À propos jeszcze rozpoznawania krytyka – w pracy z moimi klientkami często pojawia się albo pytanie: „Jak rozróżnić, czy to jest mój głos czy to jest głos krytyka”, a czasem się wręcz pojawia się stwierdzenie: „Ale przecież ja to sobie sama mówię w głowie, jaki krytyk”. Tutaj, żeby rozróżnić swój własny głos od głosu krytyka, to po pierwsze zachęcam, żeby sprawdzić, czy mówisz to sobie intencjonalnie. Czy ty wybierasz te słowa i naprawdę tak myślisz na swój temat i czy myślisz tak przez cały czas, czy to raczej tak nagle odpala. Jeśli odpala, to gwarantuję, że to jest krytyk. Niektórzy mają takiego bardziej intensywnego i on jest cały czas obecny, więc tu może być trochę trudniej. Ale jeśli zadamy sobie to pytanie, czy ty celowo, świadomie wybierasz tę myśl i chcesz tak o sobie myśleć, to zazwyczaj okazuje się, że nie.

Tym, co wyróżnia ten głos krytyka, to czarno-białe myślenie, czyli on często mówi hasłami: „zawsze” albo „wszystko”, albo „wszyscy mają jakoś inaczej niż ja” – jest dużo generalizacji w tych jego stwierdzeniach. Mówi jak zdarta płyta, więc np. jak sobie zaczniemy zapisywać te stwierdzenia krytyka, to okazuje się, że on nie ma nieograniczonego repertuaru, tylko jednak te stwierdzenia się powtarzają – to też jest taki sygnał, że to może być krytyk.

KM: Ciekawe jest to, co mówisz, że trzeba bardzo zwracać uwagę na to, czy to jest intencjonalne mówienie o sobie, czy jednak to przychodzi tak spontanicznie.

KB: Tak, trochę nawet nie wiadomo skąd i nie wiadomo, kto myśli te myśli.

KM: Przypomina mi się taka sytuacja, że kiedyś mój mąż zrobił mi ćwiczenie, bo miałam gorszy czas i ten krytyk ewidentnie się wtedy u mnie mocno ujawnił i mąż mi zrobił takie ćwiczenie o faktach – jakie są fakty na mój temat. Siedliśmy i wypisywaliśmy, dopóki nie zapełniliśmy całej kartki A4, tak że nie było ani jednego miejsca, żeby coś jeszcze dopisać. Wypisywaliśmy fakty o mnie – jak działam, co robię, co osiągnęłam, co potrafię itd., i kazał mi to zawsze wyciągać wtedy, kiedy byłam bardziej zdołowana. To mi pokazało, że to, co sobie myślimy w głowie, nie zawsze ma przełożenie na rzeczywistość.

KB: Tak, generalnie jest tak, że nasze myśli nie muszą być faktami, naprawdę nie wszystkie są. I tak samo jest ze słowami krytyka – wiele z tego, co on mówi, w ogóle nie ma pokrycia w faktach. Czasem się zdarza, że mówi coś prawdziwego i sensownego, ale wiele z tego nie jest faktem, a my tak to słyszymy, że bierzemy to i jako fakt, i jako prawdę na nasz temat, a czasem wręcz jako taką instrukcję do wykonania, np. krytyk mówi „nie rób tego, nie idź tam, w ogóle nie próbuj” i z jakiegoś powodu my go często słuchamy, a nie o to chodzi. Dobrze jest wysłuchać krytyka, ale nie chodzi o słuchanie tego, co on mówi tak wprost, tylko tego, co jest pod spodem, czyli wysłuchanie intencji, a nie posłuchanie komunikatu i pójście za tym.

W jakich sytuacjach pojawia się krytyk wewnętrzny?

KM: Myślę sobie jeszcze o takich konkretnych przykładach, jak on się ujawnia w konkretnych sytuacjach w kontekście pracy zawodowej, prowadzenia własnego biznesu, rozwijania marki. Mówiłaś coś takiego, że np. kiedy chcemy wypuścić jakiś post, to wtedy on się ujawnia i mówi: „Ale czy się nie wygłupisz tym tekstem?”. Czy kojarzysz jeszcze takie przykłady, gdzie on się może ujawnić?

KB: Wyobrażam sobie, że może być tak, że zaczynam ten swój biznes albo chcę zacząć i cały czas nie zaczynam, czyli jestem na tym etapie, że sobie rozważam, wymyślam, jakie będą produkty, co zamieszczę na stronie i już pięćdziesiąty raz zmieniam kolory na stronie – znam mnóstwo osób, które utyka na tym etapie. Wtedy mogą pojawić się teksty, np. „nie nadajesz się” albo „nie jesteś jeszcze wystarczająco kompetentna”. Ten krytyk zachęca, żeby jeszcze się doszkalać – no to jeszcze takie studia, jeszcze takie – to już raczej nie są głosy krytyka, tylko my sobie dopowiadamy, że skoro nie jestem wystarczająco kompetentna, to może jeszcze jakąś podyplomówkę, a może jakieś szkolenie, a może certyfikat i w ogóle jakiś papier na to.

KM: Jak ja to znam, naprawdę.

KB: To jest częsty motyw. Później, jak już działamy, to szczególnie w takich momentach ekspozycji mogą być teksty krytyka typu: „Co ludzie pomyślą, co ludzie powiedzą” albo „Nie rób tego, bo się wygłupisz”. Znam też takie osoby, co prowadzą trochę tajne biznesy, np. niby już zaczynają, chcą dotrzeć do klientów, ale znajomi niech tego nie widzą. Wtedy trzeba się trochę ukrywać, no i jak tu być i widocznym, i niewidocznym. Tam pewnie też jest o tym, co ludzie pomyślą, co ludzie powiedzą albo do tej pory się zajmowałam czymś innym, a teraz czymś innym i co oni powiedzą.

KM: To też mi się łączy bardzo mocno ze strategią marki – nawiążę jeszcze tutaj do mojego konika –na początku zakładania działalności, prowadzenia, rozwijania własnej marki, ale też później, wszystkie te rzeczy, które nas powstrzymują przed czymś, przed jakimkolwiek działaniem, to z jednej strony faktycznie może być ten krytyk. Ale z drugiej strony pomaga, przynajmniej mi pomogło i moim klientkom, takie jasne ustalenie strategii marki i tego, co ja chcę robić i co jest dla mnie ważne w tym biznesie, bo to jest taki drogowskaz – on nam zaoszczędza bardzo dużo czasu na kolejne rozmyślania i może też pomóc w dogadaniu się z tym krytykiem, bo wtedy wiemy, co chcemy robić, wiemy, jaki mamy cel i ten krytyk już za bardzo nie ma wtedy pola do popisu.

KB: Powiedziałabym, że nadal ma. Pytanie co z nim zrobimy, bo przyjmujemy sobie różne strategie. Dosyć często się spotykam z takimi pomysłami na ignorowanie krytyka albo uciszanie go – albo unikanie go, albo taką walkę – przerzucanie się argumentami.

Myślę też o wątku np. wyceniania się, wysyłania oferty i określania, ile to będzie kosztowało – to też jest taki częsty moment, kiedy krytyk się ujawnia. I jeszcze o tym nie mówiłam – czasem jest tak, że ten krytyk mówi konkretnymi słowami, ale czasem są tacy krytycy, którzy są trochę „bezsłowni”, bardziej są takim emocjonalnym tonem – np. nagle nas zalewa wstyd albo poczucie winy, albo lęk. Często to też jest krytyk, tylko taki, że on za dużo nie mówi, ale może być tak, że jakaś sytuacja coś takiego wywołuje.

Ja miałam dużo do przerobienia np. z tematem pieniędzy, teraz mam poczucie, że już jest coraz lepiej i jestem coraz odważniejsza i w wycenianiu się, ale też w takim docenianiu, jaki daję wkład, jaką wartość ma moja praca. Natomiast dosyć długo było tak, że mocno ją zaniżałam i zaniżałam ceny i pamiętam takie momenty wysyłania oferty, gdzie mnie zalewał taki wstyd, to było takie: „O matko, ja mam to wysłać?”, a to jeszcze może w ostatnim momencie uszczknę z tej ceny. To też był krytyk, ale on tam za dużo nie gadał, bardziej tak emocjonalnie działał.

Krytyk wewnętrzny – wróg, czy przyjaciel?

KM: Wiemy już, kim jest nasz krytyk, wiemy, skąd się bierze, po co z nami zostaje, wiemy też, jak go rozpoznawać, jak mówi, jak się zachowuje. Ale zastanawiam się, czy powinnyśmy go traktować jako wroga, czy jednak są jakieś powody, dla których warto się z nim zaprzyjaźnić.

KB: Powiedziałabym, że warto się z nim zapoznać. Na pewno traktowanie go jako wroga nie pomaga. Znam takie metody, które zakładają, że krytyk jest wrogiem i trzeba go na różne sposoby unicestwić. Natomiast ja mam takie doświadczenia, że to zupełnie nie działa. Przypomnę tę metaforę, że ten krytyk jest trochę jak taki ludzik, który w nas żyje, i my tych ludków różnych tam mamy, to nie jest jedyna część jaką mamy, my ich często mamy więcej. Teraz wyobraź sobie – jak kogoś w życiu, jakiegoś człowieka, traktujesz jako wroga, walczysz z nim, to czy on się uspokoi? No niekoniecznie.

Z krytykiem też jest tak, że im bardziej z nim walczymy, czy go ignorujemy, próbujemy zagłuszać, to często on zaczyna coraz głośniej krzyczeć, bo chce się przebić. On jest bardzo przywiązany do swojej roli, chce ją dobrze wypełnić, więc „jak nie słuchasz, to ja ci powiem głośniej i bardziej dobitnie”. Te różne metody, sposoby związane z walką z krytykiem sprawiają, że on się staje głośniejszy. 

Natomiast spytałaś, czy się z nim zaprzyjaźniać. No nie wiem, czy aż się zaprzyjaźniać, bo jak sobie myślę o moich relacjach z przyjaciółkami, to z krytykiem aż takiej relacji nie mam – nie opowiadam mu o swoich doświadczeniach. Ale bliskie mi jest po prostu lepsze zapoznanie się z nim, i to w obie strony, czyli tak żebyśmy my lepiej poznały/poznali tego krytyka, no i jak ich mamy kilku, to tak krok po kroku można z każdym po kolei. Ale też ważne, żeby on nas poznał.

Z jednej strony poznajemy go, szukamy tego, o co mu tak naprawdę chodzi, po co ten krytyk jest, przed czym on chce chronić. A jednocześnie dajemy mu się poznać. I tak jak powiedziałam, że często ten krytyk jest taki „utknięty” w przeszłości – on nie ma pojęcia ile mamy lat, co potrafimy, jakie mamy kompetencje, jakie mamy zasoby, jakie mamy wsparcie wśród innych osób, które są dookoła nas. I on nas tak usilnie chroni, bo często myśli, że jesteśmy dużo, dużo młodsze czy młodsi, i że tych wszystkich zasobów nie mamy. Więc warto się temu krytykowi przedstawić.

Często zachęcam też do napisania takiego listu albo liściku do krytyka, gdzie mu opowiemy o swoim życiu – o tym, ile teraz mamy lat, co potrafimy, co robimy, czym się zajmujemy, jakie już mamy doświadczenia – tak, żeby on się dowiedział, że nie jestem tą pięcioletnią dziewczynką, którą ktoś na placu zabaw wyśmiał, bo się przewróciła i coś tam się wydarzyło. To jest takie zapoznawanie się. A przy okazji jak się zapoznajemy, to bardzo mocno się zmienia perspektywa – i nasza w stosunku do krytyka, i krytyka w stosunku do nas.

Często jest tak, że ta relacja się zmienia. Jak zaczynamy warsztaty, to często słyszę od klientek: „Ja się chcę pozbyć tego krytyka, niech on spada, nie lubię go, nie znoszę go”, czasem są mocniejsze słowa typu „Nienawidzę go”. A później, jak już przejdziemy sobie przez te różne kroki oswajania krytyka, zapoznawania się z nim, to często na koniec już padają takie słowa, że w sumie to on jest spoko, że to nawet fajny koleś i da się z nim dogadać.

KM: Czyli poznajemy się z tym krytykiem i nie traktujemy go już wtedy jako wroga, kogoś, kogo nie chcemy w naszych głowach, tylko czasem warto po prostu przyjrzeć się temu, co on mówi, żeby ocenić jasno sytuację, czy on ma rację, czy nie ma racji i co ja w ogóle myślę na ten temat.

KB: Tak. I też wchodzenie przez te kolejne warstwy, czyli jaka jest ta pozytywna intencja krytyka, bo prawie zawsze jakaś jest, i to pytanie przed czym on chce nas ochronić albo pytanie, które bardzo lubię: „Czego ten krytyk się najbardziej boi – że co się może stać, jeżeli on przestanie robić to, co robi”. Często tam jest jakaś cenna informacja, po co on w ogóle to robi. Tam jest dużo więcej ważnych informacji niż to, co w komunikacie na powierzchni.

Czy krytyk wewnętrzny może całkowicie zniknąć?

KM: Czy jest taka szansa, że jak mu opowiemy o tym, że jesteśmy już dorosłe, nie jesteśmy tą pięcioletnią dziewczynką itd., opowiemy o swoim życiu, to on się tak całkiem wycofa? Jest taka możliwość, że on całkowicie może kiedyś zniknąć? Czy tak się nie dzieje?

KB: Części nie znikają, bardziej jest tak, że one się transformują – mam takie doświadczenie z moimi krytykami, w ogóle nie wiedziałam, że tak się może wydarzyć. Wcześniej robiłam różne rzeczy, które znałam ze szkoleń i one nie działały. Później poznałam podejście IFS i zaczęłam z tymi moimi krytykami gadać i to tak krok po kroku, że najpierw się zajęłam jednym, potem za jakiś czas pojawił się inny, to sobie z nim pogadałam i posprawdzałam, o co mu chodzi, „zupdatowałam” go na swój temat. I tak krok po kroczku, jak pojawił się jakiś taki uporczywy, że mi to w czymś przeszkadzało, to wtedy się nim zajmowałam.

Po jakimś czasie zaczęłam zauważać, że pojawia się ten sam krytyk, ale robi coś troszkę innego, np. zamiast mówić takimi stwierdzeniami bardzo zerojedynkowymi, zaczął zadawać pytania, czyli np. wcześniej mówił na zapas „Nie rób tego, bo się wygłupisz”, a później przed sytuacją w ogóle się nie odzywał, a po niej nagle zadawał pytanie: „Nie wygłupiłaś się?”. Bardziej tak sprawdzał, czy na pewno może mi zaufać. A po jakimś czasie w ogóle w tych sytuacjach przestał się odzywać. Aczkolwiek nie mam poczucia, żeby zniknął – on tam sobie jest, ale mam poczucie, że zaufał mi, że potrafię i że mogę, i nie musi mnie bronić jak jakiś ochroniarz.

A czasem zdarzają mi się takie sytuacje, że np. krytyk coś mówi – tak jak wcześniej powiedziałam, on nie jest zbyt kreatywny i to nie jest odpowiedź na tu i teraz, tylko coś już zapisane w przeszłości – to teraz mam tak, że czasem się odzywa, mówi coś bardzo adekwatnego do tu i teraz i to jest bardziej komentarz do mojego zachowania, że coś zrobiłam nie tak, ale ja naprawdę wtedy zrobiłam nie tak. To jest takie bardziej adekwatne, a jednocześnie to nie jest wbicie szpili – zupełnie inny charakter mają teraz jego wypowiedzi.

Mówi się zresztą o tym, że ten krytyk często się później transformuje w taką zdrowszą część. Jest wewnętrzny mentor, czyli inner mentor, ale jest też inner champion i ciągle mam trudność, jak go przetłumaczyć, bo dosłownie to byłby taki wewnętrzny mistrz. Ale mi ten mistrz jakoś nie gra, więc ja go sobie tłumaczę jako takiego wewnętrznego wspieracza. Mam poczucie, że u mnie już ten wspieracz się pojawił, na razie mało się odzywa, może z kilka razy się odezwał. Ale krytycy rzeczywiście się powyciszali. Nie wiedziałam, że tak się może wydarzyć, a jednocześnie to się stało poprzez rozmowę z nimi, a nie przez to, że chciałam ich jakoś zakneblować i zamknąć, żeby przestali mówić.

Jak pracować z krytykiem wewnętrznym?

KM: Czyli bardziej współpraca niż rywalizacja.

Załóżmy, że udało nam się wychwycić taki moment, że ten krytyk się pojawił. Co w takiej sytuacji możemy zrobić? Czy możesz polecić nam jakieś ćwiczenie, jak poradzić sobie z takim krytykiem, co wtedy konkretnie, krok po kroku, warto zrobić?

KB: To zrobię jeszcze kroczek wstecz – czyli jako pierwsze powiedziałabym, żeby wychwytywać ten głos, bo często to jest nieoczywiste, czyli różne głosy sobie w naszej głowie gadają, a my często ich w ogóle nie łapiemy. Fajne jest włączenie sobie takiego wewnętrznego obserwatora i obserwowanie, co w tej naszej głowie się dzieje, co my tam sobie gadamy albo co się samo gada, bo sporo jest takich rzeczy, które nie są nasze, intencjonalne.

Pierwszy krok to takie wyłapywanie, kiedy ten krytyk się odzywa, ponazywanie sobie tych sytuacji – może być tak, że usiądziemy z kartką i sobie pomyślimy, kiedy ten mój krytyk mówi najczęściej i wypiszemy to sobie. Ale można też, jak się trochę wejdzie w to myślenie o krytyku, to łapać te sytuacje na co dzień, czyli jak się odezwie, to „Aha, mam, tu coś jest”. I wynotowywać sobie te sytuacje i konkretne stwierdzenia – od tego bym zaczęła, żeby w ogóle mieć świadomość, co ten krytyk mówi.

KM: Czyli może być tak, że chcemy pracować z tym krytykiem wewnętrznym i załóżmy, że mamy do wypuszczenia jakiś nowy produkt albo serię postów czy newsletter i w tej sytuacji szczególnie zwracam uwagę na moje myśli i nawet je sobie spisuję na kartce, żeby wyłapywać tego jak najwięcej.

KB: Tak, żeby mieć taki konkret – dopóki nie zaczniemy tego obserwować, to się rozlewa i trochę nie wiadomo, o czym to jest. Jak już sobie złapiemy te stwierdzenia, to co ten krytyk mówi, możemy zacząć z nim gadać. Dla niektórych osób to będzie łatwe, żeby zrobić to samodzielnie, niektórym może być potrzebne wsparcie, tak żeby to zrobić z drugą osobą. Pracuję tak, że robimy to albo w coachingu, albo na warsztatach i na warsztatach też się to robi w parach. Można to zrobić na różne sposoby, czyli albo sobie bardziej myśleć, zadawać pytania o krytyka, a można też wcielić się w rolę swojego krytyka, wtedy ktoś z nami rozmawia, a my jesteśmy krytykiem. Albo jeszcze w drugą stronę – ta druga osoba jest krytykiem, my jesteśmy sobą.

Fajnie jest włączyć taką ciekawość, bo jak pójdziemy do krytyka z nastawieniem, że on jest straszny i jest naszym wrogiem, to są małe szanse, że on nam coś powie. Ważne jest też to, że krytyk może się wystraszyć, że chcemy go usunąć i jeśli się tak wydarzy, to też może nam za wiele nie powiedzieć. Natomiast jak do niego podejdziemy z taką otwartością, ciekawością, to o wiele rzeczy można go zapytać, np. po co on jest, jaką pełni rolę dla nas, czego się najbardziej obawia, przed czym nas chroni. Można go też zapytać: „Krytyku, a ile myślisz, że ja mam lat?”.

KM: To jest to takie warstwowe rozbieranie krytyka, krok po kroku. To są te pytania „czego tak naprawdę chcesz, jaki jest twój cel” itd. Czyli zadawanie dużej ilości pytań temu krytykowi jest kluczem do sukcesu?

KB: Tak, właśnie rozmowa z nim i takie „updatowanie” go, żeby trochę więcej się od nas dowiedział. Coś, co robiłam i dobrze działało, to kiedy widziałam, że krytyk się uruchamia, narysowałam go sobie i zobaczyłam, że jest bardzo wystraszony (zresztą krytyk często dba o bezpieczeństwo) i pomyślałam, żeby go jakoś uspokoić, w takim sensie, że zapewnić, że tu się nie wydarzy nic strasznego.

W takich sytuacjach gdzie on się pojawiał, to sobie przez chwilkę z nim gadałam: „Zobacz, tu jest to i to, a ja się przygotowałam w ten i ten sposób”. On się często bał, że coś zrobię nie tak i ludzie mnie wyśmieją albo jakoś odrzucą. Więc ja mu pokazywałam: „Zobacz, przygotowałam się, mam takie i takie notatki, tutaj zrobiłam w ogóle piękny research, teraz zobacz, czy sobie poradzę”. No i jak się okazało, że sobie poradziłam, to miałam takie wrażenie, że on uznał „Aha, no dobra, czyli jak się przygotuje, to jest okej”.

KM: Czyli nie musi być tak strasznie.

KB: Nie musi być tak strasznie, więc on się później też uczy, że „Aha, dobra, czyli jednak mogę jej pozwolić”.

Cenna wskazówka

KM: Nie muszę jej tak bardzo chronić.

Dobrze, Karolina, dużo cennych informacji na temat krytyka się pojawiło.

Tak już lądując, chciałam cię zapytać o jedną wskazówkę, którą mogłabyś zostawić słuchaczkom w kontekście prowadzenia własnego biznesu i radzenia sobie z krytykiem wewnętrznym.

KB: Wróciłabym do wątku o tym, że to, co mówi krytyk, nie musi być prawdą na nasz temat, to nie muszą być fakty, to nie jest instrukcja do wykonania. To jest wskazówka, żeby o tym pamiętać, że jak usłyszę głos krytyka, to nie jest tak, że on mi tu daje instrukcje i teraz mam to wykonać, czyli jak mi czegoś nie pozwala, to mam tego nie robić albo jak coś mi każe, to mam to zrobić. I też nie wierzyć w taką wierzchnią warstwę jego słów, bardziej sobie sprawdzać – na ile procent to jest prawdziwe.

Tak jak powiedziałaś o tym ćwiczeniu z wypisywaniem faktów, to tak samo kiedy krytyk coś mówi, to też można sobie zadać to pytanie: „Dobra, ale na ile procent to jest prawdziwe, czy to jest 100, czy to jest 0, czy to jest jakieś 32?” i sprawdzamy, żeby nie utknąć w tym, że to jest 100%, bo bardzo często nie jest. To jest coś takiego, co warto zapamiętać.

Warsztaty rozwojowe o krytyku

KM: Super. Karolina, bardzo, bardzo ci dziękuję za tę naszą rozmowę. Na koniec powiedz jeszcze, gdzie można cię znaleźć w sieci, czy może na warsztatach.

KB: Znaleźć mnie można i pod moim imieniem i nazwiskiem, czyli Karolina Buszkiewicz, i pod hasłem „dobrzetu”. Działam pod marką „dobrzetu” i można mnie znaleźć i na Facebooku, i na Instagramie, i na mojej stronie internetowej dobrzetu.pl.

No i można mnie spotkać na warsztatach, które prowadzę. Robię warsztaty online, m.in. takie z pracy z krytykiem wewnętrznym i z samowspółczucia, nazwałam je „Od samokrytyki do samoukochania”. Na nich równolegle i pracujemy z krytykiem, i nad rozwijaniem w sobie takiego bardziej łagodnego, życzliwego głosu. I mam też miejsce warsztatowe, w którym organizuję warsztaty i tam jest więcej tematów, bo robię też akcje-regeneracje – takie trzydniowe wypoczynkowe warsztaty. Mówię wypoczynkowe, a tam się sporo dzieje w sensie pracy psychologicznej – prowadzę warsztaty z zarządzania swoją energią życiową i jak to mądrze robić, żeby nie być ciągle w zmęczeniu i wyczerpaniu.

Zawsze zapraszam też kogoś, kto robi taką część dla ciała, czyli np. joga albo jakaś gimnastyka, albo masaż, automasaż – zawsze tam jest coś dla ciała, bo wiem, że gdyby były tylko te moje warsztaty, to wszyscy by wyjechali pewnie zmęczeni, a nie o to chodzi w akcji-regeneracji. W tym miejscu warsztatowym prowadzę też warsztaty i z krytyka, i z samowspółczucia, i czasem też jakieś inne, trochę o samoakceptacji, o odwadze do bycia sobą – różne wątki, często związane z relacją z samym sobą i samą sobą.

KM: Brzmi to naprawdę bardzo ciekawie, zachęcam wszystkie dziewczyny, żeby zobaczyły na stronie, czy u ciebie w social mediach, zapoznały się ze szczegółami. 

Karolina, jeszcze raz bardzo, bardzo ci dziękuję za tę rozmowę. Mam nadzieję, że każdy wyciągnął coś dla siebie. Zachęcamy do tego, żeby przyglądać się i zapoznawać się z tym krytykiem, a nie całkowicie go odrzucać i z nim walczyć.

Dzięki jeszcze raz i do usłyszenia – cześć!

KB: Cześć, ja też bardzo dziękuję za rozmowę.

PS

Miejsca, gdzie możesz znaleźć Karolinę:

– na Facebooku pod nazwą „Karolina Buszkiewicz .:. Dobrze tu” (@dobrzetu),
– na Instagramie pod nazwą „@dobrzetu”,
– na stronie www: https://www.dobrzetu.pl/

Do usłyszenia! 🙂

PS. Jeśli chcesz sprawdzić, jak silna jest Twoja marka, koniecznie zerknij na mój darmowy e-book “10 składników silnej marki”. Znajdziesz tam wskazówki i proste ćwiczenia, które pomogą Ci wzmocnić siłę Twojej marki i tym samym wybić się na tle konkurencji!