Pewność siebie to jeden z kluczowych czynników skutecznego rozwijania marki. Pojawia się ona nie tylko przy bezpośrednim kontakcie z klientami, ale też chociażby przy wycenianiu własnej pracy. I to nie jest tak, że z pewnością siebie się rodzimy i albo ją mamy, albo nie. Można, i na pewno warto, nad nią pracować.

Do rozmowy właśnie o pewności siebie zaprosiłam Monikę Chochlę, która opowiedziała, co może wpływać na zwiększenie naszej pewności siebie, jakie konkretne kroki warto podjąć w tym kierunku i dlaczego w ogóle ta pewność siebie jest tak ważna w biznesie. Serdecznie zapraszam cię do wysłuchania tej rozmowy.


Nagranie podcastu

Czym jest pewność siebie i skąd się w nas bierze?

Katarzyna Mrzygłód: Cześć, Monika! Witam cię bardzo serdecznie w kolejnym odcinku mojego podcastu. Dzisiaj będziemy rozmawiać o pewności siebie w biznesie, ale też o takiej ogólnej pewności siebie. Na początku chciałabym, żebyś przedstawiła się i powiedziała parę słów o sobie.

Monika Chochla: Cześć, witajcie! Nazywam się Monika Chochla, z zawodu jestem psycholożką, trenerką kompetencji miękkich i terapeutką racjonalnej terapii zachowania. Od ponad 10 lat pracuję z różnymi ludźmi, zarówno indywidualnie, jak i z organizacjami, wspierając rozwój ich różnych kompetencji związanych i z poczuciem własnej wartości, z efektywnością w pracy, z komunikacją, współpracą w zespole, czy z kreatywnym myśleniem. Ostatnio bardzo dużo też pracuję z czymś, co nazywa się krytykiem wewnętrznym i z rozwojem samoświadomości. To, co mnie w tej pracy najbardziej kręci, to ten moment, kiedy ktoś odkrywa, że jego wrażliwość nie musi być przeszkodą i to, że przeżywamy emocje, to jest bardzo dobry znak i że te emocje mogą nas poprowadzić do zrozumienia głębiej siebie i budowania trwalszych, fajniejszych, satysfakcjonujących związków i relacji z innymi.

Tak prywatnie jestem szczęśliwą żoną, szczęśliwą mamą dwójki dzieci i tu się do Kasi uśmiecham, bo jesteśmy na podobnym etapie, jeśli chodzi o macierzyństwo. Uwielbiam jeździć na rowerze i rok temu osiągnęłam taki sukces, że dokończyliśmy trasę po wschodniej Polsce – rowerową trasę Green Velo – ponad 2000 km przejechaliśmy z dziećmi w przyczepce. Chyba tyle o mnie.

KM: Tak, to naprawdę ogromne osiągnięcie, szczególnie że to była wyprawa z dziećmi w przyczepce. Gratulacje. Z Moniką znamy się już trochę, parę ładnych lat i wiem, że robi super robotę w swojej sferze zawodowej. Dzisiaj rozmawiamy o pewności siebie, więc Monika, na samym początku jak byś mogła nam powiedzieć, czym w ogóle jest ta pewność siebie, a czym nie jest i jak ona się objawia.

MCh: Na początku muszę wyjaśnić taki miszmasz pojęciowy, który istnieje w psychologii. Tak z grubsza możemy sobie pomyśleć, że mamy takie trzy konstrukty: jest pewność siebie, ale jest też poczucie własnej wartości (z czym na pewno się spotkaliście, chociażby w różnych książkach) i jest jeszcze samoocena. Teraz, co każde z nich oznacza – będziemy tu mówić głównie o pewności siebie i warto to rozróżnić, bo często jak mówimy, że mamy za małą pewność siebie i za małą wiarę w siebie, to tak naprawdę mówimy o tym, że mamy niskie poczucie własnej wartości. Pewność siebie to jest, najprościej rzecz biorąc, odpowiedź na pytanie o to, co ja robię dobrze, co potrafię zrobić, na czym się znam i czego mogę dokonać. Czyli to jest takie ogólne przekonanie, że mam pewne umiejętności, zasoby wiedzy i mam takie zdolności, które pozwalają mi osiągać pewne rzeczy, będące dla mnie ważne, i odnosić sukcesy.

To, co jest ważne – pewność siebie jest ograniczona do konkretnych dziedzin, czyli np. mogę być pewna siebie w prowadzeniu szkoleń i mieć taką wiarę w siebie, że wiem, że sobie z tym poradzę, bo już się na tym znam, potrafię i robię to od lat. Ale np. mam bardzo małą pewność siebie, jeśli chodzi o naprawę samochodów – nigdy w życiu nie zmieniałam koła w samochodzie, gdybym miała to zrobić, to bym na pewno się dygała i trzęsłyby mi się kolana. Ważne, żeby zrozumieć, że pewność siebie nie jest takim rozlanym na wszystkie dziedziny życia przekonaniem, że ja sobie poradzę i dam radę, tylko ona jest związana z tym, że już mam jakieś doświadczenie w pewnej dziedzinie albo mam jakąś wiedzę, mam umiejętności właśnie w tym konkretnym obszarze. 

A takim bardziej ogólnym pojęciem jest poczucie własnej wartości, które się wiąże z tym, że niezależnie od moich sukcesów, niezależnie od tego, co umiem, kim jestem, jaką mam przeszłość, jaki mam kolor skóry czy jakie mam finanse, to wierzę, że jestem wartościowa taka, jaka jestem, mam pewien potencjał, który mogę urzeczywistnić, zasługuję na to, żeby mnie kochano i szanowano, i żeby być częścią jakiejś grupy czy być w związku. Czyli to jest coś związanego z takim głębokim przekonaniem o mojej wartości, niezależnym od wszystkiego, co mi się przydarza, i o tym, że ta moja wartość jest bezwarunkowa. Czyli tu mamy do czynienia z większą głębią – tak łatwo to rozróżnić. Poczucie własnej wartości dotyczy mojego istnienia na tej planecie, a nie konkretnego obszaru.

No i jest jeszcze w tym naszym psychologicznym światku coś takiego jak samoocena. Jak sama nazwa wskazuje, jest to ocena samego siebie, która jest dokonywana przez pryzmat moich umiejętności, osiągnięć, talentów, predyspozycji. Zazwyczaj oceniamy samych siebie, porównując się do innych, ale też możemy porównywać się do samych siebie, tylko z przeszłości. I tutaj przy samoocenie duże znaczenie jak siebie będziemy oceniać, ma to, jak inni nas oceniają i mówiąc „inni”, mam na myśli osoby znaczące dla nas. Czyli jak byliśmy dziećmi, to rodzice, nauczyciele, inni członkowie rodziny; a jak jesteśmy dorośli, to np. ważna będzie ocena szefa czy współpracowników albo też naszych partnerów życiowych, albo osób, które uważamy za ważne dla nas w naszej dziedzinie – mentorów czy liderów.

Co może wpływać na zwiększenie pewności siebie?

KM: Dzięki wielkie za to rozróżnienie, fajnie, że to na samym początku wybrzmiało, żeby każdy miał pewność, co jest czym. Bardzo mi się spodobało to, co powiedziałaś o pewności siebie, że ona dotyczy pewnych obszarów – to nie jest tak, że w każdym obszarze życiowym jest jakby (ja to sobie tak wyobrażam) taka jedna płachta rozłożona na całe nasze życie i ona jest tą naszą pewnością siebie, tylko każdy obszar naszego życia ma oddzielną pewność siebie.

Chciałam cię dopytać, co może wpływać na tę pewność siebie w tych obszarach. Zaczęłam się też zastanawiać, czy można pewność siebie odziedziczyć, czy trzeba ją sobie wypracować i co ma wpływ na to, czy jesteśmy w danym obszarze pewne siebie, czy nie.

MCh: To odwołam się do różnych badań. To jest tak, że pewność siebie jest taką trudną do zoperacjonalizowania kwestią, czyli to jest trudne do zmierzenia i trudne do zbadania, bo to się wiąże z wieloma rzeczami – np. z tym, czy ja na starcie mam nastawienie bardziej optymistyczne do życia, czy bardziej pesymistyczne, czy jest we mnie więcej ekstrawersji, takiego wychodzenia do ludzi, otwartości na doświadczenia, czyli takich rzeczy związanych z osobowością, czy jest we mnie więcej leku, takiego nastawienia lękowego, że większej ilości rzeczy w życiu się boję.

Jeżeli jest tak, że od dziecka jestem raczej wycofana, próbuję mniejszej ilości rzeczy i mam mniejszą gotowość do eksperymentowania, to moja pewność siebie też będzie mniejsza, bo za mało mam obszarów, w których mogłabym się sprawdzić, za mało doświadczeń, które pozwoliłyby mi zobaczyć, że mam jakieś kompetencje i mam jakieś umiejętności. Czyli jest mi trudno odpowiedzieć sobie na pytanie, co ja w ogóle robię dobrze. Jak to jeszcze złączymy z mniejszym poczuciem własnej wartości i przekonaniem, że taka, jaka jestem, wcale nie jestem fajna i wystarczająco dobra, to poczucie pewności siebie nam jeszcze bardziej spadnie.

Odwołując się do takich w miarę przejrzystych badań Douga Strycharczyka, dotyczących odporności psychicznej (bo pewność siebie jest dosyć znaczącym aspektem odporności psychicznej), jest takie rozróżnienie, że pewność siebie składa się z dwóch rzeczy – z jednej strony jest wiara we własne umiejętności i wiara, że potrafię dokonać tego, co sobie wymarzę i założę, a z drugiej strony jest pewność siebie w relacjach interpersonalnych. I to jest też coś, co często obserwujemy i co czasami może być mylące, czyli np. są takie osoby, które są super wygadane, zabierają zawsze głos, próbują przekonać innych do swoich racji, ale jeśli chodzi o konkretne twarde umiejętności, to może niekoniecznie.

Czasami może być też tak, że mamy wysoką pewność siebie tak na zewnątrz, tak to pokazujemy, ale gdzieś pod spodem widzimy, że ten człowiek, który siedzi biurko dalej, on de facto potrafi zrobić więcej, np. w ciągu godziny jest bardziej efektywny w pracy i potrafi zrobić więcej zadań, ale w tych kontaktach interpersonalnych nie będzie aż taki błyskotliwy i przez to, że miał takie, a nie inne doświadczenia w życiu, to będzie za mało wierzył w swoje umiejętności w stosunku do tego, jak wielkie one są.

Możemy powiedzieć, że na naszą pewność siebie wpływa zarówno to, co odziedziczyliśmy w aspektach osobowościowych, bo pewność siebie koreluje z różnymi rzeczami (z ekstrawersją, z mniejszym poziomem lęku itd.), jak i będzie miało wpływ to, jaką ścieżką życiową szliśmy, jakie mieliśmy doświadczenia po drodze, jakie znaczące osoby nas chwaliły, doceniały nasze sukcesy, a jakie podcinały nam skrzydła i jak dużo było jednych i drugich komunikatów, i jak to się wszystko ma do naszego przekonania o własnej wartości. 

To trudne pytanie, czy to jest dziedziczne, czy nie, czy to jest genetycznie uwarunkowane. Częściowo pewnie tak, za to kiedyś usłyszałam takie zdanie, że „Najlepszą rzeczą, jaką możemy dla siebie zrobić, to dobrze wybrać sobie rodziców”. Niestety nikt z nas nie ma wpływu na to, w jakiej rodzinie przyjdzie na świat i co za to dostanie. Tym, co jest bardzo ważne w budowaniu pewności siebie, jest własna samoświadomość, czyli taka praca samej ze sobą, nazywanie sobie tego, co ja potrafię, co mogę robić lepiej, uczenie się przyjmowania informacji zwrotnej nie jako czegoś, co jest zagrażające dla mojej samooceny i mojej wartości, ale jako pewnej wiadomości o tym, że coś już potrafię, a coś mogę zrobić lepiej.

Z tym się znowu wiążą dwie konkretne rzeczy – na pewno słyszeliście o czymś takim, co nazywa się poczuciem własnej skuteczności. Albert Bandura jak nazywał ten konstrukt, to mocno go łączył z pewnością siebie, przy czym on się wtedy odcinał, że to nie jest pewność siebie. Niestety teraz mamy znowu pomieszanie pojęć i często te dwa pojęcia występują zamiennie, ale pewność siebie w tym ujęciu wiary we własne możliwości mocno się łączy z tym poczuciem własnej skuteczności. A znowu poczucie własnej skuteczności to jest przekonanie, że mam zasoby do tego, żeby zorganizować i zrealizować jakieś działanie, które pozwala mi osiągnąć jakiś rezultat, czyli mam wpływ na to, co się dzieje w przyszłości poprzez pewne rzeczy, które zrobię już teraz i to, że potrafię te rzeczy zrobić, że ogarnę, dam radę.

Druga rzecz, jaka się wiąże z pewnością siebie, jest krokiem wstecz, żeby sobie zobaczyć, czy jak osiągam sukces albo mam niepowodzenie, to co o tym myślę w kontekście uczenia się – czy traktuję to wydarzenie jako informację o tym, że czegoś mi brakuje, w ogóle jestem beznadziejna, nie radzę sobie w życiu i najlepiej już zostawić cały ten biznes i pójść gotować obiad (co też nie jest takie oczywiste, że to potrafimy). Czy może jest tak, że niepowodzenia czy sukcesy traktuję jako informację o tym, że „Okej, czyli tę kompetencję już mam, a tej jeszcze nie mam, a tu trzeba by to poprawić, a tutaj jak zapytam się kogoś, jak on sobie z tym poradził, to być może jak zrobię to samo, to u mnie też się uda”.

To wiąże się z nastawieniem, czy moje cechy są czymś trwałym, wrodzonym i niezmiennym, i wszelkie moje osiągnięcia są informacją o tym, na ile jestem ważna, dobra, mądra, inteligentna itd., czyli są takim sprawdzianem mojej wartości. Czy też jest tak, że moje osiągnięcia są informacją o tym, ile się już nauczyłam. Oczywiście dla naszego funkcjonowania w świecie dużo lepiej jest mieć to nastawienie na rozwój, czyli takie, że to, co robię i efekty moich działań są informacją o tym, co już potrafię, a czego jeszcze nie. Tutaj odsyłam do super książki, bo to jest teoria Carol Dweck (taka jedna z bardziej podstawowych teorii psychologicznych). Ona napisała bardzo fajną w odbiorze książkę „Nowa psychologia sukcesu”, gdzie wyróżnia te dwa nastawienia i opisuje szereg badań – naprawdę zrobiła ogromną ilość badań na ten temat, pokazując, co czasem leży u podstaw tego, czy wierzymy w siebie, czy nie.

KM: Na pewno podlinkujemy tutaj w notatkach tytuł i autorkę książki, żeby nam nie umknęło.

Monika, powiedziałaś bardzo dużo wartościowych rzeczy. To co mi najbardziej utkwiło w pamięci – myślę sobie o tej pewności siebie tak, że częściowo mamy na nią wpływ poprzez to, jak pracujemy nad sobą, swoimi przekonaniami, nad poczuciem własnej wartości, ale też nie ukrywajmy, że spora część jest niezależna od nas. I nie katujmy się czasem za coś, co jest genetycznie uwarunkowane.

MCh: Genetycznie albo środowiskowo – też nie mamy wpływu na to, jaką mamy przeszłość za sobą.

Jak duży wpływ mamy na budowanie naszej pewności siebie?

KM: Dokładnie. Znam osoby, które mówią, że są introwertykami, bardzo lubią taki styl życia, ale też działają prężnie, coś robią, pokazują się. Różnie do tego się podchodzi i jakoś trzeba to wyważyć, żeby znaleźć ten swój złoty środek i swój pomysł na budowanie pewności siebie.

Zastanawiam się jeszcze, jakie mogą być przyczyny braku pewności siebie. Troszeczkę już wspomniałaś o tym, że nie wszystko jest zależne od nas, ale może jest coś, na co mamy większy wpływ, a nie reagujemy na to odpowiednio, nie budujemy tej pewności siebie. Jak myślisz?

MCh: Takie dwie rzeczy mi przychodzą do głowy. Jedna, to że czasami przywiązujemy mało wagi do czegoś, co możemy nazwać dbaniem o swoje zasoby i zrozumieniem siebie, że mogę być bardziej introwertykiem, bardziej kierować się ku biegunowi introwersji, czyli ładuję swoje akumulatory, zyskuję energię poprzez ograniczony kontakt z ograniczoną liczbą ludzi, ale też poprzez bycie samemu, a np. ekstrawertyk, człowiek, który się zbliża do bieguna ekstrawersji, to raczej będzie karmił się tym, że jest wśród ludzi, na imprezie, rozmawia z wieloma osobami, jest w tłumie, jest gwar, hałas, dzieje się. To jest o tym, gdzie odnawiam swoje zasoby, w jaki sposób mogę się regenerować.

Pewność siebie w znaczeniu wiary w to, że potrafię coś zrobić, wychodzę z tym do świata i informuję o tym świat, to jest coś, co bardzo zużywa nasze zasoby, niezależnie od tego, czy mamy to ot tak, łatwo, czy jest to dla nas większy wysiłek, bo startujemy z innego punktu. Prowadzenie biznesu czy robienie tego, co robimy zawodowo, wychodzenie z tym do innych ludzi i informowanie o tym poprzez sprzedaż, promocję, zdobywanie klientów, cokolwiek – to zawsze będzie wymagało energii, siły, czasu i wysiłku.

Więc warto pomyśleć o tym, że jeżeli mam mało tej pewności siebie, to może jest tak, że po prostu jestem bardzo zmęczona. Albo widzę, że coś jest dla mnie trudne i nie daję sobie prawa do tego, że może być trudne. Jeżeli jest tak, że dla mnie aspekt kontaktów interpersonalnych nie jest taki prosty do ogarnięcia, to każda rozmowa z kimś będzie wymagała tego, że po niej potrzebuję chwilę pobyć sama i sobie troszeczkę odpocząć, zregenerować się, zrobić coś takiego, co mi pomoże wrócić do siebie, pobyć trochę samej i zebrać siły na kolejną rozmowę, nie mogę sobie załadować kilku rozmów biznesowych jedna po drugiej. Taki szacunek do tego, z czym przychodzimy na świat, jakie mamy „wyposażenie” osobowości, temperamentu i pewnej wrażliwości, i tego, co nas pobudza, a czego potrzebujemy, żeby się trochę wyciszyć i zregenerować.

A druga rzecz, jeśli chodzi o przyczyny braku pewności siebie – nie chciałabym gloryfikować, że pewność siebie jest czymś jedynym, co nas uratuje i rzeczą, którą wszyscy musimy mieć na bardzo wysokim poziomie za wszelką cenę. To nie jest tak, że to jest super kwestia – badania pokazują, że czasem nie lubimy tych ludzi, którzy są bardzo pewni siebie, bo to są osoby, które mogą się wydawać aroganckie, takie „tupeciary” albo to jest ktoś, kto nas nie słucha, tylko ciągle mówi swoje, albo ktoś, komu nie można powiedzieć o swoich problemach, bo on nigdy ich nie ma, tylko cały czas odnosi sukcesy. Więc to nie jest tak, że pewność siebie jest wyłącznie czymś dobrym i najlepiej mieć jej jak najwięcej.

Za to jeżeli czujemy, że mamy jej za mało, to po pierwsze wróciłabym do tego, żeby sobie prześledzić na ścieżce naszego rozwoju zawodowego, czy jakiegokolwiek w różnych obszarach, co już w tych obszarach zrobiliśmy, osiągnęliśmy, jakie mamy twarde wskaźniki tego, że już coś potrafimy. Nawet sobie to rozpisać – jest dużo tego typu ćwiczeń w książce Bollesa „Jakiego koloru jest twój spadochron”. To jest książka dla osób poszukujących pracy i zmieniających zawód, przy czym autor włożył tam naprawdę bardzo dużo fajnych ćwiczeń, m.in. żeby wypisać wiedzę, którą się posiada, umiejętności, zastanowić się, jakie umiejętności są moimi ulubionymi, wypisać swoje cechy, czyli spojrzeć z punktu widzenia kompetencji, poszukać jakie mam kompetencje. Kompetencje składają się z trzech obszarów: z wiedzy, umiejętności i postawy.

Na przykład wypiszę sobie pięć swoich sukcesów, co konkretnie przez ostatnie lata zrobiłam – i to nie muszą być jakieś wielkie sukcesy w stylu organizacja gali oscarowej, bo mało kto na świecie robi takie rzeczy, tylko np. mogę sobie wziąć pod uwagę organizację przyjęcia urodzinowego dla mojego dziecka. I wypisuję sobie, jakiej wiedzy potrzebowałam, żeby to dobrze zorganizować – np. musiałam mieć wiedzę o tym, jakie są restauracje, dostępne przestrzenie, jakie są potrzeby gości, ilu tych gości ma być.

Musiałam zebrać te informacje – tu wchodzą mi umiejętności, czyli np. mam umiejętność tego, żeby szybko i sprawnie zdobywać informacje od 30 osób (to nie jest takie oczywiste), potrafię tak rozmawiać przez telefon, że człowiek mi powie to, co chcę usłyszeć i udzieli mi informacji, i odpowiedzi na pytania, które zadam, a nie opowie mi mnóstwo innych rzeczy. Jak mam do obdzwonienia 30 osób, to muszę to zrobić szybko i sprawnie albo muszę wymyślić jakiś inny optymalny sposób na zebranie tych informacji – może zrobię tabelkę w Google albo doodle’a, albo jakąś ankietę, albo grupę na Messengerze. Jest dużo opcji, tylko muszę mieć jakieś umiejętności, żeby to zrobić, bo nie każdy potrafi zorganizować fajne przyjęcie urodzinowe dla dziecka. Czyli wypisuję sobie konkretne umiejętności, które doprowadziły do tego, że te urodziny były sukcesem.

I jeszcze ważna rzecz – postawa, czyli jakie mam cechy, które mi umożliwiają efektywne korzystanie z tej wiedzy i z tych umiejętności. Bo może jest tak, że mam taką cechę, np. dużo empatii i dzięki temu widzę potrzeby, które nie są wypowiedziane albo potrafię się wczuć w emocje różnych ludzi, potrafię zobaczyć, co cieszy moje dziecko, albo mam umiejętność skutecznego zbierania danych i potrafię jeszcze to robić z optymizmem i energią, że ludzie chcą mi to powiedzieć i cieszą się, że do nich dzwonię i się kontaktuję.

Wypisuję to sobie i jak widzę konkretne kroki, które doprowadziły do konkretnych osiągnięć, do moich sukcesów, to pozwala mi to zobaczyć „Ej, dziewczyno, ty już naprawdę wiele potrafisz, to nie jest tak, że spadłaś z księżyca”. Jeżeli wezmę sobie jakieś kawałki zawodowe, to tego typu rzeczy pomagają wzmocnić tę pewność siebie, bo czasami nie zdajemy sobie sprawy z tego, ile już potrafimy, nie poświęcamy czasu na taką analizę wstecz.

Cały czas się porównujemy do ludzi obok nas, najlepiej jeszcze do osób, które są na kompletnie innym etapie rozwoju zawodowego i mają zupełnie inną sytuację życiową, i jeszcze np. startowały z innego poziomu. Trudno będzie znaleźć się na tym poziomie, co oni. Pamiętam, jak byłam na macierzyńskich moją ulubioną grupą do porównań, jeśli chodzi o trenerstwo, ilość pracy i zrealizowanych godzin szkoleniowych, byli mężczyźni po czterdziestce. Dopiero kiedyś tak sobie pomyślałam… 

KM: Ciekawa grupa.

MCh: Właśnie, ja nie mogę się z nimi porównywać, bo po pierwsze nikt z nich nie miał przerwy – dwa razy rok macierzyńskiego – czyli oni non stop pracowali. Po drugie nie mieli ciąży, w której nie jesteś w stanie pracować na pełnych obrotach, znaczy oczywiście możesz to zrobić i chylę czoła, jeśli ktoś potrafi, ja jednak trochę zwalniałam, czyli kolejne dwa razy dziewięć miesięcy, gdzie różnie możemy się czuć i nasze ciało nie do końca robi to, co byśmy chciały.

Do tego oni jeszcze nie muszą brać pod uwagę tego, że jakoś trzeba opiekować się dziećmi albo że karmią piersią i są niezbędni na noc, i nie mogą sobie wyjechać. To byli ludzie, którzy od skończenia studiów, czy nawet już w trakcie studiów pracowali w tej branży, mogli jeździć w kilkudniowe delegacje, jeździć po całej Polsce, nic ich nie trzymało, a nawet jak mieli rodzinę, to jest to bardziej normalne, że mężczyzna wyjeżdża, kobieta zostaje z dziećmi.

KM: Tak to w praktyce wygląda.

MCh: Kolejna rzecz jest taka, że jednak oni byli ode mnie 10 lat starsi wtedy, jak się do nich porównywałam, więc to też robi różnicę, jeśli chodzi o liczbę przepracowanych godzin na sali.

Warto, jak czuję, że mam małą pewność siebie, poszukać, do kogo się porównuję i czy na pewno to jest dobra grupa i czy wiem wszystko o tych ludziach, czy znam ich zaplecze, czy czasem nie porównuję swojego zaplecza do ich sceny. Następna rzecz to zrobić sobie kilka ćwiczeń pozwalających wyłuskać to, co potrafimy i zobaczyć te postępy, które już zrobiliśmy, i te osiągnięcia, które już mamy na koncie i co do nich doprowadziło, że to nie był przypadek albo zrządzenie losu.

KM: Poruszyłaś naprawdę dużo kwestii, odniosę się do niektórych, bo są dla mnie bardzo istotne prywatnie. Zacznę od końca – porównywanie się to jest nasza zmora. Widzę po swoich klientkach, jak pracuję z nimi, że mamy taką tendencję, żeby cały czas włączać to patrzenie na konkurencję, porównywanie się, tylko tak jak powiedziałaś – czasem porównujemy swoje zaplecze z ich sceną, a nie wiemy, jakie jest ich zaplecze.

Podlinkuję tutaj post, który wypuściłam jakiś czas temu na Instagramie – trochę o porównywaniu się, o tym, że nasi klienci zazwyczaj nie widzą tego, nie wiedzą w ogóle, jaka jest nasza konkurencja i nie mają świadomości, że porównujemy się do czegoś, co dla nich może być nieistotne. Może po prostu nas polubili, nasz charakter, osobowość, to, jak my pracujemy i dlatego chcą z nami współpracować, nawet jeżeli nie oferujemy aż tylu bonusów, co konkurencja, ale dla nich to nie jest ważne. Dlatego cały czas mówię, żeby sprawdzać te potrzeby naszych klientów, co dla nich jest ważne, żeby przestać się porównywać, nie tracić na to czasu. I sprawdzać, do kogo się porównujemy, żeby to nie była osoba, która ma całkiem inną sytuację życiową od naszej. Warto na to zwrócić uwagę.

Pewność siebie w życiu prywatnym i zawodowym – czy da się to rozdzielić?

KM: To, co powiedziałaś o umiejętnościach – bardzo mi się spodobało, że podałaś przykład prywatny – sprawdzanie swoich umiejętności, tego co potrafimy na bazie prywatnych doświadczeń, np. organizacji przyjęcia urodzinowego dla dziecka. Później możemy to sobie przyłożyć do obszaru zawodowego i zobaczyć, że w obszarze prywatnym poradziłyśmy sobie z takimi i takimi wyzwaniami, zrobiłyśmy to i to, mamy takie i takie kompetencji dzięki temu i jak to możemy przełożyć na biznes. To często się pokrywa, tylko nie dostrzegamy tego. Powiem na swoim przykładzie – często to, co zrobię prywatnie, nawet jakieś drobne rzeczy, nie musi to być wielkie przyjęcie urodzinowe, ale np. udało mi się zorganizować dwa fajne popołudnia w tygodniu z dzieckiem i to wymagało ode mnie ogarnięcia logistyki itd., i było dla mnie trudne, bo jestem już w którymś miesiącu ciąży i to dla mnie wyzwanie, żeby zorganizować jakąś fajniejszą wycieczkę. I to później możemy przełożyć na sferę zawodową.

I ostatnia rzecz, którą powiedziałaś o dbaniu o siebie…

MCh: To poczekaj sekundkę, bo myślę, że to jest ważne, żeby zobaczyć, że nie możemy grubą krechą oddzielić swojego życia prywatnego od zawodowego w takim sensie, że jedno będzie wpływać na drugie. Na przykład korzystam z moich umiejętności wystąpień publicznych – nie uważam, że je mam na jakimś high level, ale wiem, że jak była jakaś impreza rodzinna i trzeba było wziąć mikrofon, i powiedzieć, co teraz robimy, zapowiedzieć kolejny punkt programu i wszystkim życzyć dobrej zabawy, to nie mam już takiego lęku, żeby to zrobić. Po prostu wychodzę na środek i robię to, wiem, że złożę zdanie, powiem je składnie, ładnie i wszyscy mnie posłuchają. Czyli korzystam z moich umiejętności zawodowych w życiu prywatnym, ale też to, co robię prywatnie przekłada mi się na życie zawodowe.

Jak jestem szczęśliwa w mojej rodzinie i ogarnę sobie dwa fajne popołudnia w tygodniu z dzieckiem, to później idę do pracy z innym nastawieniem i bardziej zadowolona z życia niż człowiek, który spędza jakoś nieefektywnie czas wolny, albo ma jakieś porażki na tle relacyjnym. Jeżeli wydarza się nam w życiu rodzinnym coś trudnego, to będziemy to przenosić do pracy, bo nie jesteśmy robotami.

To, że przekraczam drzwi mojego gabinetu, nie sprawia, że nagle moi rodzice ożyją albo wojna na Ukrainie się skończy, to cały czas na mnie wpływa. I myślę, że to jest strasznie duże zagrożenie, które sobie stwarzamy, jak próbujemy to oddzielać i stworzyć taki work-life balance. Harmonię ma się w środku i albo ją masz, albo jej nie masz. Nie zrobi jej zrobi to, że sobie podzielisz grubą krechą: cztery godziny mam czas prywatny, a osiem godzin jestem w pracy, koniec. A dwanaście godzin śpię. Tutaj jest też trochę o tej pewności siebie w takim znaczeniu, że te światy się przenikają i mogę czerpać informacje o tym, co potrafię, jakie mam dokonania zarówno z jednego świata, jak i drugiego, to nie jest tak, że trzeba się ograniczać tylko do jednego wątku.

Pewność siebie, a arogancja – jak je rozróżnić?

KM: To mam kolejne pytanie, ale jeszcze nawiążę do jednej rzeczy, którą wcześniej powiedziałaś o tym dbaniu o siebie – chcę odesłać do odcinka mojego podcastu, który nagrałam z Martą Iwanowską-Polkowską, tam jest dużo o nażywaniu się i o dbaniu o siebie. Też odcinek podcastu z Asią Kokoszkiewicz, jak łączyć to macierzyństwo z pracą zawodową – tam dużo rozmawiamy o tym, jak zadbać o siebie i że to jest naprawdę ważne.

Jeszcze wcześniej powiedziałaś, że jak obserwujemy osoby, które są pewne siebie, to ta pewność siebie jest kojarzona czasem z pychą, arogancją, takim zadufaniem. Jak tu rozróżnić i złapać taki balans między tym, że chcemy pracować nad tą pewnością siebie, ale nie chcemy być postrzegane jako pyszne i aroganckie? Jak to zrobić? 

MCh: Myślę, że kluczem jest samoświadomość – to kompetencja, która coraz bardziej jest doceniana – czyli taka umiejętność zaglądania w siebie i pytania siebie o intencję tego, co robię i o to, co mną kieruje w tym momencie i co słyszę w swojej głowie. Czy np. jeżeli mam potrzebę odezwać się na każdym spotkaniu, nawet jeżeli wiem, że może niekoniecznie jestem najmądrzejszym członkiem tego spotkania i lepiej byłoby oddać głos ekspertom, to o co ja zabiegam. Czy to czasem nie jest tak, że próbuję się dowartościować albo ważna dla mnie jest uwaga i koncentracja innych na mnie – nawet jeżeli gadam głupoty albo coś, co niekoniecznie coś wnosi w dyskusję, to muszę się odezwać i coś powiedzieć.

Samoświadomość pozwala nam zobaczyć, czy to, w jaki sposób mówię do innych bądź w jaki sposób postępuję wobec innych, jest agresywne, czy jeszcze asertywne. Bo pewność siebie w tych kontaktach interpersonalnych czasami może wchodzić w agresję – osoby, które są zbyt pewne siebie, mają tendencję do zachowań, które mogą być odbierane jako przekraczanie granic innych bądź jako coś, co jest trudne w odbiorze.

Czasami jest też tak, że jak mamy za dużo tej pewności siebie, to będziemy ślepo iść swoją drogą, bo to jest nasza droga, nawet jeśli to nie jest najlepszy pomysł i słyszymy od innych „Słuchaj, a jak byś tak zakręciła albo zrobiła stopklatkę, sprawdziła, czy aby na pewno ten kierunek, może jest inne rozwiązanie, sensowniejsze”, to nie, ja nie będę tego słuchać, bo wiem, że sobie poradzę i wiem najlepiej. Warto sobie zobaczyć, jakie tam przekonania są pod spodem.

Jeśli są takie, że zawsze wiem najlepiej, że nie mogę pytać innych o radę, bo to świadczy o mniejszej kompetencji albo o tym, że jestem gorsza, bo potrzebuję pomocy. Jeżeli są przekonania związane z tym, że jestem tak wybitna, że trzeba mnie słuchać zawsze i wszędzie albo że jeżeli będę w zaparte iść za moimi marzeniami, to tylko wtedy one się spełnią i jeżeli o czymś marzyłam mając pięć lat, to jest to dalej aktualne, chociaż mam lat czterdzieści, i nie warto robić testu i sprawdzać, bo skoro marzyłam o tym wtedy, to na pewno jest dla mnie ważne. Więc jeżeli mam coś takiego w głowie, to będzie mi trudniej. To są takie konkretne zagrożenia z tym związane.

A rozwijanie samoświadomości jest też ważne w aspektach kontaktów interpersonalnych i to można zrobić np. poprzez udział w czymś, co się nazywa „trening interpersonalny”. To jest takie doświadczenie spędzenia kilku dni z obcą sobie grupą, takie trochę „laboratorium relacji” tego, co się wydarza pomiędzy ludźmi. Mam dwa takie doświadczenia na koncie i to było super, świetnie było zobaczyć, jak inni na mnie reagują, ale też co mi robi, jak ktoś się w taki czy inny sposób odzywa, co wtedy we mnie dochodzi do głosu – jakie przekonania, jakie schematy, jakie budzą się emocje, których nie potrafię ogarnąć.

Mogę być super pewna siebie i bardzo wygadana, błyskotliwa. itd. Ale np. jeżeli ktoś bardzo przypomina nauczyciela, który mi kiedyś zalazł za skórę i mnie przekonywał, że z matmy jestem noga, i jeszcze ten obszar jest związany np. z Excelem, to może być tak, że gdzieś mi się ta pewność siebie zachwieje i nie wiem czemu. A po prostu chodzi o to, że ten ktoś bardzo przypomina znaczącą osobę z mojej przeszłości, która była dla mnie takim kimś, kto mi przypominał „nie potrafisz, nie umiesz, nie dasz sobie rady, nie masz tych umiejętności i nie będziesz miała, bo tego się nie da rozwijać – jak nie umiesz liczyć od urodzenia, to potem się już nie nauczysz”. Oczywiście ironizuję.

Przerwałam ci Kasia, a ty chciałaś coś powiedzieć.

Pycha i pokora w kontekście pewności siebie

KM: Fajnie, że powiedziałaś o tym treningu, nie wiedziałam, że coś takiego istnieje, chętnie sobie o tym doczytam.

To, co mówiłaś na początku, skojarzyło mi się z takim pojęciem jak pokora. Co o tym myślisz – czy tutaj to słowo jest na tyle ważne, żeby o nim wspomnieć?

MCh: Tak, myślę że tak, dlatego że pokora z definicji oznacza zdrowe i racjonalne patrzenie na siebie, takie, które nie gloryfikuje i nie lukruje tego, czego nie potrafię, ale jednocześnie mi nie umniejsza. Jestem w kontakcie z tym, co potrafię, z jakąś prawdą o mnie, z faktami, twardymi danymi, czymś co potwierdza moje umiejętności, ale też z tym, co mówi „o tu, czy tu musisz się jeszcze czegoś nauczyć, tu czy tu nie jesteś jeszcze mistrzem świata i warto kogoś zapytać, jak on to robi albo poprosić kogoś, żeby się zajął tym kawałkiem”. 

KM: Czyli to taka zdrowa samoświadomość.

MCh: Taka w kontakcie z faktami i rzeczywistością. Tylko myślę sobie, że niestety często wchodzimy w takie umniejszanie sobie. Nie czuję się tu ekspertem, żeby ten wątek poruszać, na pewno już masz na koncie podcasty na ten temat. To jest bardzo obecne u kobiet w biznesie, że sobie nieraz umniejszamy i nawet ten post, który przywołałaś, o wycenianiu swoich usług, to też jest o tym, że często zaniżamy wartość pieniężną naszej pracy, bo ciągle się nam wydaje, że przecież my tego czy tego jeszcze nie potrafimy. Tylko że nasi klienci nie mają o tym pojęcia, dla nich jest wartością to, co robimy, bo skoro są gotowi za to zapłacić, to widać coś im to daje, coś to robi. 

Wrócę na moment do tego kawałka o agresji w kontakcie, nie o asertywności, tylko o takim agresywnym podejściu. Warto sobie zobaczyć, czy tam pod spodem tego, co mówię, czy co robię, jest szacunek do drugiej osoby. Czy w ogóle widzę i uznaję wartość tego drugiego człowieka, który chce mi coś powiedzieć, jakąś informację zwrotną przekazać, a także kompetencje tego człowieka, prawo do tego, że on też może się wypowiedzieć i może odmówić.

Czasem osoby, które są postrzegane jako pyszne, aroganckie, to będą też osoby, które nie dają innym prawa do tego, żeby też mieli granice. Czasami to się dzieje w trakcie terapii. Nie wiem czy masz też takie doświadczenia, ale jak patrzę na ludzi, którzy przechodzą przez terapię, to mam czasem wrażenie, jakby ta wajcha się przekręcała zupełnie w drugą stronę. Na początku przychodzimy na terapię, bo zazwyczaj z czymś sobie nie radzimy i np. mamy bardzo mało tej pewności siebie i wiary w nasze umiejętności. Potem nam się ta wajcha przekręca całkowicie w drugą stronę i możemy być tak asertywne, że aż agresywne, możemy być odbierane jako takie aroganckie i za bardzo dbające o swoje potrzeby i stawiające granice, ale ten etap jest też potrzebny, żeby wejść do środka, żeby to wypośrodkować i nauczyć się balansu i harmonii.

To jest trochę tak, że jeśli nigdy nie miałam kontaktu ze swoimi potrzebami i wartościami, to potrzebuję trochę takiego etapu zachłyśnięcia się tym. Po to, żeby wrócić i umieć w danej sytuacji zdecydować, czy jestem gotowa kawałek swojego czasu oddać komuś nawet za cenę tego, że w tym czasie nie będę odpoczywać w wannie, ale za to wiem, że mnie to wzbogaci na innym poziomie i dla tej osoby to jest też ważne, widzę, że ona tego potrzebuje. Ale wiem również, że za to zadbam o siebie inaczej, w innym terminie i mam to wpisane w kalendarz.

KM: Powiem ci, że to patrzenie na siebie w kontekście tej pychy, arogancji, pewności siebie, też długo przepracowywałam. Zawsze byłam osobą, która dużo działa – sama wiesz, bo działałyśmy w tej samej grupie przez parę lat – dużo się udzielałam, byłam aktywna, byłam liderką różnych projektów i często, jak tylko ktoś nie zgadzał się z moim zdaniem albo widział to inaczej, to od razu miałam poczucie „Jejku, na pewno się wywyższam, mogą mnie widzieć jako taką arogancką”.

Miałam takie negatywne patrzenie na siebie i dopiero na terapii przepracowałam sobie, że to jak patrzą na mnie inni, to jest ich kwestia, to jest po ich stronie, jak oni mnie odbierają. A to jak sama siebie odbieram, jak sama pracuję nad swoim patrzeniem na siebie, to jest druga kwestia i mam na to wpływ, bo na tę drugą rzecz już nie mam takiego 100-procentowego wpływu. Długo to przepracowywałam i teraz widzę, że to, co powiedziałaś o tym uznawaniu zdania drugiej osoby i szacunku do niej, że ona może mieć inne zdanie, może inaczej patrzeć na to, jak ja na coś patrzę, to jest szalenie ważne, żeby o tym pamiętać.

MCh: Myślę, że niezależnie od tego nad jaką umiejętnością czy kompetencją pracujemy, ważne jest patrzenie z szacunkiem i dawanie drugiej osobie prawa do tego, że ona jest też wartościowa. Jeżeli zaczynam tak myśleć o sobie, to będzie mi łatwiej zobaczyć to u innych – nie będę ich wykluczać albo im umniejszać, zacznę ich słuchać, bo zobaczę, że oni mają coś fajnego do powiedzenia i zasługują na to, żebym ich szanowała.

Dlaczego budowanie pewności siebie jest tak ważne w biznesie?

KM: Monika, jakbyśmy miały nawiązać do biznesu i rozwijania własnej marki, żeby nasze słuchaczki miały też kontekst w tym obszarze – jak myślisz, dlaczego ta pewność siebie tutaj jest tak ważna i tak dużo się o niej mówi i co ona nam daje w biznesie, jakie korzyści płyną z tego, że będziemy pewne siebie przy prowadzeniu własnej działalności.

MCh: Myślę, że tutaj gra rolę jeden i drugi obszar tej pewności siebie, czyli zarówno ta wiara we własne umiejętności, jak i pewność siebie w kontaktach interpersonalnych. Po pierwsze jest tak, że jeżeli bardziej w siebie wierzę, wiem, co potrafię, czego potrafię dokonać, to będę szukać takich zleceń albo tworzyć takie produkty, które są odzwierciedleniem moich umiejętności. One będą na takim poziomie, jaki mam aktualnie, nie będę brać rzeczy, które są o 100 razy za trudne ani też nie będę robić rzeczy, które są płytkie i kiepskie, tylko będę tworzyć takie usługi i takie produkty, które rzeczywiście są o tym, że ja już to potrafię i potrafię też to przenieść na konkretną wartość dla klienta.

KM: Czyli ta samoświadomość.

MCh: Tak. I będę w to wierzyła. Po pierwsze będę umiała sobie nazwać to, co potrafię i jakie mam umiejętności, jaką wiedzę, nie będę się tego wstydzić i będę też o tym mówić.

Czyli ta pewność siebie w kontaktach z ludźmi, w biznesie przydaje się szczególnie w kontakcie z klientem, w takim aspekcie, że informację zwrotną od klienta przyjmuję nie jako zagrożenie dla mojej wartości i zagrożenie dla funkcjonowania całej mojej firmy, ale jako wiadomość o tym, że można coś ulepszyć, a to i to działa super. Więc jak coś działa, to zostawmy albo ulepszajmy, a jak nie działa, no to naprawiajmy.

Taka pewność siebie przydaje się też w tym, że mam gotowość zapytać jakiejś osoby mądrzejszej od siebie, jakiegoś mentora czy eksperta w danym temacie, co on by zrobił w podobnej sytuacji albo jak on sobie radzi z konkretnymi wyzwaniami. Pewność siebie, taka zdrowa, nie na tym bardzo wysokim poziomie bez samoświadomości związanym z pychą czy arogancją, ona nam mówi o tym, że jestem gotowa pytać o rady i wskazówki, to jest okej, to jest dla mnie uczenie się.

Pewność siebie pomaga też w kontaktach, w takim znaczeniu pozyskiwania klientów, dogadywania z nimi konkretnych rzeczy, które mogę dla nich zrobić, promowania własnych usług, sprzedaży i wycenianiu tego, co robimy, jaką wartość ma nasza usługa czy produkt.

KM: To jest duży obszar – wycenianie.

MCh: Duży, oczywiście.

KM: Temat na kolejny odcinek.

MCh: My w biznesie non stop to robimy – non stop coś tworzymy, promujemy, sprzedajemy, wyceniamy, jesteśmy cały czas w kontakcie z klientami. Trochę jest tak, że jak mamy pewność siebie, to będzie nam po prostu łatwiej. Nie będziemy musiały wkładać w to aż tak dużo wysiłku i odpadnie nam cały ten obszar związany z tym, że najpierw siebie muszę przekonać, że potrafię i robię to dobrze, a dopiero potem jeszcze przekonywać świat.

KM: Kiedyś usłyszałam, chyba u Oli Budzyńskiej w którymś z podcastów, że ona wysłała maila z wyceną swojej pracy (jak jeszcze szkoliła na zewnątrz lata temu) i wyceniła tak odważnie, bo oceniła swoje umiejętności itd., ile musiała wysiłku włożyć w dotarcie do tego klienta i wyceniła to tak konkretnie. Firma odpowiedziała, że może jakiś rabacik, ale ona miała wtedy takie twarde postanowienie, że nie negocjuje z samą sobą, nie podważa swoich umiejętności, tylko dlatego, że ktoś zapytał o rabat.

To jest też taka pułapka, że często patrzymy z czyjejś perspektywy i łatwo nam jest się zaplątać w tym, że może faktycznie nie powinnam tyle wziąć, może faktycznie te moje umiejętności nie są tyle warte na rynku. Jeżeli świadomie do tego podejdziemy – przeanalizujemy wcześniej stawki, jakie ma konkurencja, ale też nasze umiejętności (bo nie zawsze kierujemy się tym, jak wycenia podobną lub taką samą pracę nasza konkurencja). Jak tak świadomie i zdrowo do tego podejdziemy i dołączymy tę pewność siebie, że „Okej, ja naprawdę wiem, że potrafię to zrobić, pomogę ci w tym, ułatwię i takie będziesz miała z tego efekty i korzyści” – to czemu mamy sobie same podcinać skrzydła i obcinać te stawki. To taka duża kwestia, nie wiem, czy w tę stronę dzisiaj zdążymy pójść.

MCh: Myślę o tym, że duże znaczenie w tym, co o tym myślimy, miały przetargi, w których główną kategorią braną pod uwagę w wyborze oferenta jest cena. Zawsze sobie myślę „Jejku, naprawdę to cena ma o tym decydować?”. Przecież jeżeli ktoś jest gotowy zrobić szkolenie za 20 zł za godzinę, to ono nigdy nie będzie tak dobre, jak u kogoś, kto zrobi to za 200 zł za godzinę. No chyba że to jest super doświadczony trener, który godzi się na stawki ngosowe albo jakieś jeszcze inne.

Zazwyczaj jeżeli takie przetargi wygra ktoś z mniejszym doświadczeniem i kto weźmie tę stawkę lub zaproponuje bardzo niską, to jest dla mnie pytanie, jaką ten człowiek ma motywację, żeby to zrobić. Na ile jemu się będzie chciało rzeczywiście jechać do innego miasta, rozkładać wszystkie flipy, karty, czy użyje takich gadżetów, jakich użyłby ktoś, kto ma większe zaplecze albo ktoś, kto ma takie podejście do swojej pracy, że poniżej takiej i takiej stawki nie jadę, bo szkoda mi czasu, wolę wtedy być z rodziną. Albo przygotować ofertę dla innego klienta. I to nie znaczy, że trenerzy, którzy pracują za 20 zł za godzinę są gorsi.

To tylko oznacza, że warto sobie zadać pytanie, czy jestem dalej na takim etapie, bo na początku to jest w ogóle super, na początku każda godzina szkoleniowa się liczy. Ale jeżeli jest tak, że już mam pewne zaplecze i mam pewne umiejętności, to czy to jest dla mnie okej, dla samej siebie, ze zgodzę się na takie warunki.

Kiedyś sobie zrobiłam Excela, gdzie miałam wypisane konkretne rzeczy, które powinnam brać zawsze pod uwagę przy wycenianiu i wiem, że już się odchodzi od tego, żeby wyceniać swoje usługi za godzinę pracy. Miałam tam wypisane: czas dojazdu, kilometrówkę, czyli nie tylko to, ile wydam na paliwo, ale ile czasu spędzę w samochodzie czy w autobusie, żeby dojechać do tego miejsca. Do tego zużycie materiałów, które wezmę ze sobą, to czy sama tam dbam o całe zaplecze (w stylu ogarniam zapisy), czy tym już zajmuje się ktoś inny – to wszystko ma znaczenie, bo z tym się też wiąże czas. Dalej – czy mam już gotowe materiały szkoleniowe, czy muszę je tworzyć od zera – albo to będzie kilka godzin, albo to będzie 10 minut na to, żeby je wydrukować.

Jakie działania warto podjąć, żeby zwiększać tę swoją pewność siebie?

KM: Monika, to jakie działania warto podjąć, żeby zwiększać tę swoją pewność siebie, bo tak jak powiedziałaś – na początku możemy wyceniać się troszkę niżej, jeżeli zaczynamy, chcemy jakoś wejść, aczkolwiek to nie jest już powoli taki standard, czasami możemy to zrobić inaczej. Ale ogólnie – na co warto zwrócić uwagę i jakie kroki podjąć, żeby pracować nad tą pewnością siebie i ją zwiększać.

MCh: Zaczęłabym od tego, żeby zapisać sobie swoje doświadczenia, dotychczasowe osiągnięcia i dotychczasowe takie trudne dla nas niepowodzenia. I nazwać sobie, jakiej wiedzy, umiejętności i postawy, jakich swoich cech tam użyliśmy, żeby dojść do tych konkretnych rzeczy. Dzięki temu możemy zobaczyć, jakie umiejętności są dla mnie kluczowe na ten moment i w jakich obszarach chcę tę pewność siebie zwiększać. I trenować te umiejętności poprzez warsztaty, szkolenia, treningi, uczenie się nowych rzeczy, ale też poprzez to, że od razu wdrożę to w praktykę i sprawdzę, jak mi z tym jest. To nie jest sztuka nauczyć się nowego narzędzia, tylko sztuka jest później go używać i wykorzystać.

Tym, co bardzo nam zwiększa pewność siebie, jest sprawdzanie się w różnych sytuacjach, żeby zobaczyć, czy potrafię, czy nie potrafię albo co już potrafię, a czego jeszcze nie. Nazywanie sukcesów, nazywanie niepowodzeń, celebrowanie tego, rozmawianie z mądrzejszymi od siebie i pytanie o rady. Ale też mocno pomaga nam zwiększać tę pewność siebie zwracanie do siebie z przeszłości.

Ostatnio miałam takie doświadczenie – od jakiegoś czasu widzę, że projektowanie programu szkoleniowego zajmuje mi mniej czasu niż kiedyś, a ostatnio miałam taką refleksję, która aż mnie samą zaskoczyła. Jest coś takiego w projektowaniu szkoleń jak cykl Kolba – ucząc osoby dorosłe, przechodzimy zazwyczaj przez taki cykl związany z doświadczeniem, refleksją po tym doświadczeniu, teorią i dopiero podejściem do praktyki, i wykorzystaniem tego, czego się nauczyliśmy.

Kiedyś to sobie rozpisywałam tak krok po kroku, żeby ten cykl Kolba zawrzeć w szkoleniu, a najlepiej kilka razy „zakolbić”, jak się w slangu mówi. W pewnym momencie tworzę to szkolenie, potem tak się odsunęłam od kartki i myślę „O kurde, użyłam Kolba, w ogóle nieświadomie” – mam to już na takim poziomie kompetencji, że sobie nie uświadamiam tego, że już to potrafię. Nie muszę od tego zaczynać, tak jak wtedy kiedy się uczyłam, tylko teraz, po prawie 2000 godzin szkoleniowych, już mi to wchodzi dużo łatwiej, nawet sobie z tego nie zdaję sprawy.

Warto zobaczyć, jakie mamy kompetencje na takim poziomie, że nawet nie wiemy, że to potrafimy. Czasami informacja zwrotna od ludzi jest właśnie taką rzeczą, która nam pozwala to zobaczyć. Czyli jestem z kimś i ten ktoś widzi jak gotuję obiad i mówi: „Kurczę, wow, jak ty to w ogóle robisz, już nawet nie patrzysz na przepis, dodajesz przyprawy. Jakoś tak szybko, sprawnie ci to idzie, kroisz te warzywa tak ciach, ciach, ciach, jak kucharz na wizji – skąd to masz, ja tego nie umiem”. A dla mnie to już jest tak oczywiste, że nawet sobie nie zdaję z tego sprawy. I zobaczenie tego, porównanie się do siebie z przeszłości, że cztery lata temu nie umiałam zrobić posta na Facebooku, a dzisiaj to je pykam jeden za drugim.

Albo że trzy lata temu nie wiedziałam, czym się różni język kodowania od języka programowania i czym są HTML-e i inne takie, a teraz już się poruszam w tym świecie i nawet potrafię zaprojektować fajne stron, i ludzie to cenią. Więc porównanie się do siebie z przeszłości, ale też czerpanie informacji zwrotnej od ludzi, którzy nam dobrze życzą (to ważne) i którzy zobaczą coś, co dla nas jest już oczywiste, że mam jakąś kompetencję już na nieuświadomionym poziomie. 

KM: Czyli warto pytać ludzi o feedback.

MCh: Tylko warto wiedzieć jakich. Jak spytam koleżanki z pracy, której zawsze coś nie pasuje i która zawsze ma zły humor, to może niekoniecznie. Ale też nie chodzi tylko o to, żeby inni mnie chwalili i doceniali, tylko żeby to były takie osoby, do których mam zaufanie, że jak coś działa, to powiedzą, a jak nie działa, to też powiedzą. Ważne też, że jeżeli spytam kogoś, kto jest już ekspertem w jakiejś dziedzinie, albo kogo umiejętności cenię, to ta osoba na pewno będzie miała szerszy ogląd niż ktoś, kto dopiero zaczyna, bo dla tej osoby, to zawsze będę super się na czymś znać.

Co może blokować w pracy nad zwiększaniem pewności siebie?

KM: Padło tutaj hasło „mentor”, ale osoby, które są troszeczkę bardziej kompetentne od nas, też warto czasem zapytać, jak one widzą naszą pracę. Powiedziałaś też, żeby nie bać się pytać o zdanie innych, którzy są w naszej branży albo niekoniecznie są w naszej branży, ale też prowadzą własny biznes i o kwestie takie ogólnobiznesowe dopytywać, mieć kogoś, do kogo zawsze możemy się zwrócić z pytaniem – to też fajna wskazówka.

Myślę, że na pewno to nie jest taka prosta droga i mogą nas spotkać też przeszkody. Co może nas blokować lub ograniczać w pracy nad zwiększaniem pewności siebie? Jak myślisz?

MCh: Mam takie doświadczenie z gabinetu, że jak pracujemy nad pewnością siebie i np. tutaj jest jakieś niepowodzenie, a tam sukces, a tu znowu niepowodzenie i znowu sukces, i cały czas czuję, że nie, no nie uważam, że już potrafię. Nie wierzę za bardzo w moje możliwości, co tam, że potrafiłam zorganizować takie czy inne wydarzenie albo potrafiłam taką czy inną rzecz zaprojektować, albo zrobić taki czy inny produkt, ale przecież ten czy tamten mi nie wyszedł. To często nie chodzi wcale o pewność siebie, tylko o poczucie własnej wartości.

Trzeba zrobić krok wstecz i zobaczyć, jak ja się z tym mam, co w ogóle myślę o mojej wartości, o sobie na tym świecie, przyjrzeć się przekonaniom o sobie, ale też temu, czy doświadczyłem/doświadczyłam w życiu bezwarunkowej miłości, a jeśli nie, to jak mogę sama sobie ją dać. I co myślę o swoich zasobach – czy mam takie głębokie przekonanie, że mam pewien potencjał, który mogę zrealizować i który mogę rozwinąć, i który wniesie coś w ten świat.

Wiem, że to brzmi patetycznie, chodzi o to, że to są takie trzy filary, na których się opiera poczucie własnej wartości. Jeżeli któregoś mi brakuje, to te wyrwy będą widoczne chociażby właśnie w tym, że może to być przeszkodą w pracy nad pewnością siebie. Bo trudno jest promować swoje usługi albo produkty, jeżeli cały czas podważam sens ich istnienia albo cały czas myślę „Ach, nie, no jak tego nikt nie kupi, to znaczy, że trzeba zwijać interes i do domu”.

Druga rzecz jest też taka – nieraz może nam przeszkadzać perfekcjonizm. To znowu jest strategia związana z tym, że próbujemy sobie podnieść poczucie własnej wartości, czy też w jakiś sposób znieczulić i zagłuszyć nasze emocje, z którymi sobie nie radzimy. I wstyd, czyli takie przekonanie, że nie jesteśmy wystarczająco dobre takie, jakie jesteśmy i trzeba coś zrobić, żeby udowodnić światu i sobie, że już potrafię i jestem czegoś warta. Więc jeżeli używam perfekcjonizmu jako strategii do tego, że nigdy nie jest wystarczająco dobrze i nie mogę czegoś wypuścić na rynek, bo ciągle uważam, że jeszcze mogę to poprawić i to mi przeszkadza mówić o tym dobrze albo uwierzyć, że coś zrobiłam i to jest gotowe, i świat już może to zobaczyć – to tu kłania się i ta strategia perfekcjonizmu, która nam nie służy, ale też kłania się poczucie własnej wartości. Do tego bym to sprowadziła – do fundamentu i do podstaw.

KM: Czyli robimy ten krok wstecz i sprawdzamy, co z tym naszym poczuciem własnej wartości się wiąże i jak to wpływa na naszą pewność siebie. Przytoczyłaś taki przykład, że jak nikt od nas nie kupi, to czas zwijać manatki – to na pewno ma jakieś podłoże psychologiczne i warto się nad tym zastanowić. Patrzę też na to pod kątem biznesowym – często wyobrażamy sobie, że coś może być dobre dla naszych klientów, odbiorców i mamy w głowie takie przekonanie i wyobrażenia o tym produkcie i usłudze, i jesteśmy święcie przekonane, że dlaczego ktoś miałby tego nie kupić. A nie sprawdzimy tego, nie zrobimy badania rynku, nie zapytamy ludzi, o co im naprawdę chodzi, jakie są ich potrzeby, problemy i jak możemy na nie odpowiedzieć. Potem to może negatywnie wpływać na naszą pewność siebie i cofając się wstecz, też na poczucie własnej wartości – właśnie przez takie rzeczy, o których biznesowo czasem zapominamy.

A zapominamy dość często, bo mam porównanie z klientkami, które usilnie starają się udowodnić, że to, co sobie wymarzyły w głowie, jest jedyną słuszną drogą i potem jest bardzo duże rozczarowanie, że jednak to tak się nie dzieje i nasz pomysł nie jest taki opłacalny, wartościowy dla kogoś. Ktoś tego nie kupił albo kupiło go za mało osób i wpływa na to dużo kwestii – także grupa docelowa, jaką sobie wybierzemy, zawężenie grupy docelowej, ale też pomysł na ten biznes, sprawdzenie tego pomysłu na produkt, usługę. Dużo takich kwestii stricte biznesowych, o których warto pamiętać. Jeżeli mamy dobrą strategię marki i biznesu, to będziemy o tym pamiętać i będziemy to wiedzieć. To nam pomoże zaoszczędzić czas, pieniądze, energię, ale też nie pozwoli podkopywać tej pewności siebie, bo nasze działania będą oparte na solidnych fundamentach, także biznesowych.

MCh: Często o tym zapominamy i potem się zakopujemy w przekonaniach, że nam nie idzie, że jesteśmy beznadziejne, że to bez sensu, już nigdy więcej nie będę próbować, bo to znowu się skończy porażką. A chodzi o taki kontakt z rzeczywistością – jeżeli nie mam dobrze zrobionej analizy potrzeb klienta, to na jakiej podstawie to ma działać, trochę się nie da. Czasami szukamy gdzieś bardzo daleko uzasadnienia tego, że coś nie idzie, a to uzasadnienie czy przyczyna jest bardzo blisko i w bardzo prostych rzeczach, przecież to nie jest takie trudne do nadrobienia. 

KM: Dokładnie.

MCh: Dużo łatwiej jest nadrobić porządną analizę potrzeb klienta, zrobienie wywiadów i focusów, niż to, że pójdę na dwa lata terapii i przepracuję przekonania o własnej wartości.

KM: No tak, jest różnica.

MCh: Myślę, że jedno i drugie warto robić.

KM: Tak, równolegle.

Monika, będziemy powoli lądować. Troszkę już rozmawiamy, ale przeciekawa jest ta rozmowa, mogłabym jeszcze z tobą rozmawiać i rozmawiać.

MCh: Dzięki, wzajemnie.

Ćwiczenie na wzmocnienie pewności siebie

KM: Ale tak już lądując, chciałabym cię zapytać o jakieś ćwiczenie, które mogłabyś polecić. Już wspominałyśmy, jakie działania można podjąć, ale może znasz konkretne ćwiczenie na start, które pomogłoby wzmocnić, zwiększyć naszą pewność siebie w biznesie, ale też ogólnie. Czy coś mogłabyś polecić?

MCh: Na pewno to, co już mówiłam, czyli wypisanie swoich pięciu sukcesów i tego jaka wiedza, umiejętności, postawa, jakie konkretne kroki nas tam doprowadziły, dzięki czemu ten sukces był możliwy – to jest taki fundament. Warto też spytać kilka osób z otoczenia, jakie one widzą w nas umiejętności na takim poziomie, którego one nie mają, czyli co one w nas podziwiają albo co robimy z łatwością, a dla nich to nie jest takie łatwe, co ich zachwyca w sposobie naszej pracy, w umiejętnościach, czy w wiedzy, którą posiadamy. Wypisanie sobie swoich mocnych stron, w takiej szczerości, i nawet poszerzenie tego o informację zwrotną od różnych osób, ale też wracanie do tej listy w takich chwilach, kiedy czuję się mniej pewna siebie albo mam wrażenie, że nie potrafię, nie umiem.

Jeżeli takie myśli mnie nachodzą, a będą nas nachodzić zawsze, nawet jeżeli mamy super wysokie przekonania o tym, że potrafimy i damy sobie radę, to wracanie do takiej listy, gdzie mam czarno na białym wypisane konkretne moje mocne strony, konkretne rzeczy, na które mam dowody, że potrafię, radzę sobie, jakoś ogarniam ten kawałek rzeczywistości. Wracanie do tego też może nam tę pewność siebie zwiększyć – to jest takie konkretne ćwiczenie. Czy zapisywanie informacji zwrotnej od różnych osób.

Przyznaję się, że mam taki plik. Zaczęłam go tworzyć chyba 10 lat temu, jak pracowałam na etacie i miałam taki trudniejszy czas, to znaczy miałam taki rozdźwięk między tym, co słyszałam od mojego przełożonego a tym, co słyszałam od ludzi, dla których tworzyłam szkolenia. Stwierdziłam, że zacznę sobie zapisywać te informacje zwrotne i będę sprawdzać, które mają odzwierciedlenie w rzeczywistości, które nie. Nazwałam sobie ten plik „Moje wzrastanie” i mam go do dziś. Teraz liczy już kilkanaście stron i dopisuję tam cały czas taki feedback, który mnie jakoś porusza, dotyka i który mnie umacnia w przekonaniu, że to, co robię, robię dobrze, no bo jakby nie patrzeć, jednak to, co robię, ma ostatecznego odbiorcę w postaci konkretnych osób. Takie pliki pomagają, wiem, że dużo osób, które działają prężnie, ma takie pliki i gromadzi sobie te dobre, wzmacniające słowa.

KM: To na pewno jest ważne. Można to też w wersji papierowej robić, jak nam się bardziej podoba.

MCh: Są słoiki, różne takie rzeczy.

Monika Chochla: Chce mi się

KM: Jest na to mnóstwo sposobów. Bardzo ci dziękuję za te ćwiczenia i to, jak możemy jeszcze pomóc sobie wzmacniać tę pewność siebie.

Monika, bardzo, bardzo ci dziękuję za tę rozmowę. Będziemy już naprawdę kończyć. Powiedz, gdzie można cię znaleźć w sieci, czy na warsztatach – gdzie chciałabyś odesłać naszych słuchaczy i słuchaczki.

MCh: Dzięki ci też za rozmowę i za zaproszenie. Mi też było bardzo miło i mam nadzieję, że to będzie dla was pomocne. 

Najprościej mnie znaleźć na stronie www.chcemisie.com.pl która już niedługo będzie stroną monikachochla.pl – od wielu lat się zbieram do tego, żeby wreszcie ta stronę zrobić i odpalić. Ale jest szansa, że to się wydarzy niebawem. Na Facebooku – „Monika Chochla: Chce mi się”, a na Instagramie jestem jako @monika_chochla, więc zapraszam, będzie mi bardzo miło, jak się tam spotkamy. Ostrzegam, że nie mam jeszcze super przemyślanej strategii na te wszystkie media społecznościowe, bo cały czas zajmuję się pracą i brakuje mi czasu, żeby tam coś wrzucać i działać, bo jednak to bardzo dużo czasu zżera. Jeszcze sobie tego nie poukładałam, kiedy to robić i żeby to robić dobrze i mądrze, ale jestem tam i czasem coś wrzucę i czasem zainspiruję do czegoś.

KM: Czasem tak, obserwuję cię i potwierdzam, że faktycznie być może nie jest tego dużo, ale to jest naprawdę wartościowy content, polecam. Podlinkuję w notatkach wszystkie miejsca, do których możemy przekierować osoby słuchające tego podcastu. Bardzo, bardzo ci Monika dziękuję za tę rozmowę i do usłyszenia niebawem. Trzymaj się, cześć!

MCh: Do usłyszenia, cześć.

PS

Miejsca, gdzie możesz znaleźć Monikę:

– na Facebooku pod nazwą „Monika Chochla: Chce mi się”,
– na Instagramie pod nazwą „@monika_chochla”,
– na stronie www: www.chcemisie.com.pl

Linki i hasła, o których wspominałyśmy w podcaście:

odporność psychiczna wg Douga Strycharczyka
poczucie własnej skuteczności wg Alberta Bandury
„Nowa psychologia sukcesu” Carol Dweck
„Jakiego koloru jest twój spadochron” Bolles Richard N.
post o porównywaniu się z konkurencją

Do usłyszenia! 🙂

PS. Jeśli chcesz sprawdzić, jak silna jest Twoja marka, koniecznie zerknij na mój darmowy e-book “10 składników silnej marki”. Znajdziesz tam wskazówki i proste ćwiczenia, które pomogą Ci wzmocnić siłę Twojej marki i tym samym wybić się na tle konkurencji!